#WarszawaBezTurystów – Ochota na wolniejszy dzień

Jeszcze kilka lat temu nie myślałem, że Warszawę da się lubić. A wystarczy oddzielić turystów i tłum, by ją pokochać.

W poprzedniej części #WarszawaBezTurystów zapraszaliśmy Was razem z Moniką na warszawską Wolę, dzisiaj przyszedł czas na Ochotę. Wystarczy, że zejdziesz z głównych szlaków i trafisz w zakamarki pełne pamiątek dawnych czasów. No i pod koniec artykułu znajdziesz najlepsze miejsca na kawę na Ochocie. Zapraszamy!


Trochę czasu upłynęło od naszego ostatniego „spotkania”. Powiedz, że udało się odwiedzić Wolę, no zrób mi tą przyjemność 🙂 Dobrze, dobrze już nie marudzę, skupmy się na „tu i teraz”. Krajobraz wokół jakby zieleńszy, słoneczko przygrzewa, więc dziś proponuję małą przechadzkę tuż obok, po sąsiedzku, klimatycznymi ulicami Ochoty.

Mam wrażenie, że Ochota mimo, iż zlokalizowana jest blisko centrum, nie jest zbyt częstym celem spacerów jej niemieszkańców. W rozmowach z różnymi osobami słyszałam, że w zasadzie nie znają żadnego miejsca, które szczególnie poleciliby do odwiedzenia na Ochocie (no może poza Polem Mokotowskim i Parkiem Szczęśliwickim), a pierwsze i jedno z nielicznych skojarzeń to ul. Grójecka. Chodź, odczarujemy to przekonanie, poszukamy ciekawostek, a i kilka interesujących historii też się znajdzie do posłuchania. To co, Ochota na wolniejszy dzień? 😉

Urokliwa Kolonia Staszica

Niezwykle klimatyczne osiedle na Ochocie, pomiędzy dzisiejszymi ul. Krzywickiego, Wawelską, Sędziowską i Nowowiejską, które zaczęto budować w 1922 r. Pierwsze ochockie osiedla wznoszone były przez spółdzielnie, zrzeszające wśród swoich członków pracowników instytucji miejskich czy państwowych. Tak było i w tym przypadku, mieszkali tu m.in. pracownicy różnych ministerstw i instytucji rządowych, niektórzy będący także cenionymi reprezentantami świata sztuki, literatury, czy nauki.

Spacerując uliczkami nie można oprzeć się wrażeniu, że to miejsce niezwykle urokliwe. Moje serce podbił teren południowej części Kolonii, tj. rejon ul. Langiewicza. Musisz to zobaczyć na własne oczy, jest po prostu pięknie. Niepowtarzalna architektoniczna stylistyka skąpana w morzu zieleni. Wiosną Kolonia wygląda niczym bukiet kwiatów. Uwagę zwracają nazwy sąsiednich ulic (Prokuratorska, Aplikancka, Sędziowska) i jak się domyślasz, nie są przypadkowe.

Warto wiedzieć, że przy ul. Langiewicza pod numerem 15 po rezygnacji z urzędu zamieszkał Stanisław Wojciechowski (prezydent RP w latach 1922 – 1926), a przy 
ul. Sędziowskiej 2 ukrywał się po Powstaniu Warszawskim Władysław Szpilman. Jednym z najpiękniejszych budynków Kolonii Staszica jest bliźniacza willa przy 
ul. Langiewicza 19/21 nazywana „Małym Belwederem” (1922 – 1924 r.), swoją formą przypominająca klasyczne polskie dworki z charakterystycznymi kolumnami. Ciekawy budynek, warto co nieco poczytać o jego znanych dawnych mieszkańcach. Robiąc zdjęcia odniosłam wrażenie, że prowadzone są tu jakieś prace remontowe. Oby, fajnie jeśli udałoby się przywrócić temu niesamowitemu budynkowi dawny blask.

Klimatyczne ulice Mochnackiego i Mianowskiego (Kolonia Lubeckiego)

Nieco dalej, kierując się w stronę Placu Narutowicza odnajdziesz równie piękny zakątek Ochoty – Kolonię Lubeckiego (1924 – 1926 r.). W zachodniej części Kolonii usytuowane są ul. Mochnackiego i Mianowskiego, które koncentrycznie wygięte, okalają Plac Narutowicza. Wspólnie zatrzymamy się tylko w trzech wybranych punktach, ale polecam Ci przejść się na dłuższy spacer po tej malowniczej okolicy, zajrzeć na ul. Uniwersytecką i w małe uliczki Hoffmanowej, czy Zapolskiej, na wielu budynkach znajdziesz tablice upamiętniające ich wybitnych mieszkańców.

Przy ul. Mochnackiego na elewacji budynku pod nr 17 możesz zobaczyć jedną 
z zachowanych starych tabliczek adresowych. Natomiast pod nr 23/25 i 27/29 odnajdziesz przepiękne wille w stylu neoklasycystycznych dworków, ostatnie dwie, które przetrwały do dziś z całego zespołu (warto zaznaczyć, że pierwotnie obszar na którym usytuowane są te dwa zachowane budynki wchodził w skład Kolonii Stowarzyszenia Urzędników P.K.O., jednak jej geneza uległa z czasem zapomnieniu, a w zbiorowej świadomości zakorzeniła się nazwa Kolonia Lubeckiego). Na każdej znajduje się kartusz z rokiem budowy, tj. 1924. Cóż, zdecydowanie nie można im odmówić romantycznej aury.

Czekaj, zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy ul. Mianowskiego pod nr 3 i 9. Tu również znajdują się dwa interesujące architektonicznie budynki, każdy z dwiema kolumnami od frontu. Co sądzisz? Podobają Ci się?

„Postrzelony” pomnik Marii Skłodowskiej-Curie

Przy ul. Wawelskiej znajduje się Park im. Marii Skłodowskiej-Curie, a w nim pomnik naszej noblistki, dłuta Ludwiki Nitschowej. Lokalizacja nie jest przypadkowa, tuż obok znajduje się Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie (dawniej Instytut Radowy). Na pierwszy rzut oka nie ma w nim nic nadzwyczajnego, pomnik jak pomnik, przedstawiający Skłodowską w marszu, zamyśloną, z pochyloną głową, 
a jednak ma w sobie coś niezwykłego, symbolicznego. Jak podejdziesz i się dobrze przypatrzysz, to dostrzeżesz ślady po kulach z czasów Powstania Warszawskiego. Zrobiłam zdjęcia tego na nodze, ale są jeszcze inne. Wygląda to tak, jakby wtedy nawet pomnik chciano „uśmiercić”.

Nielegalna „Piątka” na ul. Dantyszka

Cofnijmy się do ul. Dantyszka, gdzie zapisała się piękna karta w dziejach walki 
z niemieckim okupantem. Tutaj mieszkał wybitny naukowiec, profesor Politechniki Warszawskiej Henryk Mierzejewski. Jego dwaj synowie specjalizowali się 
w przemyśle obrabiarkowym. Mierzejewscy działali dla warszawskiego podziemia. 
W piwnicy budynku pod nr 10 podczas okupacji stworzyli konspiracyjną drukarnię 
nr 5, zwaną „Piątką”.

Wykorzystując metodę chemigraficzną wytwarzali rożnego rodzaju dokumenty, przepustki kolejowe, umożliwiające przemieszczanie się koleją po całej Europie. Ponadto robili również m.in. falsyfikaty niemieckich gazet. 
W przypadku braku odpowiednich czcionek tytułowych, wykorzystywali specjalnie przygotowane klisze drukarskie z całymi tytułami, idealnie odzwierciedlające układ czcionkowy. Dzięki temu udawało im się ośmieszać wzgardzone przez mieszkańców Warszawy niemieckie wydawnictwa z czasów okupacji, a Niemcy mieli nie lada zagwozdkę, który z zakładów poligraficznych mógł udostępnić czcionki tytułowe.

Dla prowadzenia takiej działalności potrzebny był odpowiedni kamuflaż. Warszawiacy osiągnęli w tej kwestii mistrzostwo, w zasadzie każda z nielegalnych drukarni wyposażona była we własny system komunikacji oraz alarmowania, wykorzystywano do tego celu np. wcześniej ustalone sygnały dźwiękowe bądź świetlne. Natomiast „Piątka” miała genialnie ukryte wejście. Gdzie? Pod osłoną zlewu.

Przyozdobiona ul. Tarczyńska

Strasznie lubię ul. Tarczyńską, szczególnie ten fragment od ul. Raszyńskiej 
do ul. Dalekiej. Kameralnie, kilka przyjemnych kawiarenek z ogródkami, sporo zieleni, ale to, co za każdym razem rozczula mnie najbardziej to drzewa, 
a w zasadzie przyozdobione najróżniejszymi kolorowymi kwiatkami, motylkami, krasnalami pnie drzew. Skąd się tutaj wzięły? Wszystko za sprawą zeszłorocznego konkursu „Czarodziejskie drzewa na Tarczyńskiej”, gdzie w role lokalnych artystów wcieliły się ochockie przedszkolaki.

Będąc na ul. Tarczyńskiej zwróć uwagę na budynek pod nr 8 (1914 – 1915 r.). Takich ceglanych kamienic na Ochocie nie ma zbyt wiele. Początkowo funkcjonowała w niej Fabryka Kapeluszy, Czapek i Filcu „Kriegel, Würfel i S-ka”, natomiast później była siedzibą szkoły. Zatrzymaj się jeszcze pod budynkiem nr 11, gdzie działał „Teatr na Tarczyńskiej” prowadzony m.in. przez Mirona Białoszewskiego w latach 50-tych 
XX w. O powyższym przypomina tablica na elewacji, ponadto odbywały się tu „Mironalia”, tj. festyn upamiętniający słynny teatr.

Nieoczywista ul. Grójecka i okolice

Zaskoczony? A jednak. Przejdziemy się tym najbardziej znanym ciągiem komunikacyjnym Ochoty, ale spróbujemy spojrzeć na niego z trochę innej perspektywy. Od czasu do czasu odbijemy na moment to w prawo, to w lewo, ale zasadniczo będziemy trzymać się głównego szlaku.

Radio „Solidarność”

Z budynku przy ul. Grójeckiej 19/25 nadano pierwszą audycję podziemnego radia „Solidarność”. Emisja miała miejsce 12 kwietnia 1982 r. o godz. 21.00. Co ciekawe, 
w trakcie tej audycji ogłoszono na antenie, aby Ci którzy odbierali program bez żadnych zakłóceń dali znak i trzykrotnie zgasili i zapalili światło, tych, którzy mieli pewien problem z odbiorem proszono o dwukrotne użycie włącznika światła, natomiast w miejscach gdzie audycja była słyszalna minimalnie proszono 
o jednokrotne wyłączenie świateł. Na terenie całego miasta rozstawiono obserwatorów, których zadaniem była obserwacja i przekazanie wyników akcji. Cała audycja trwała osiem i pół minuty.

Rozkaz o wybuchu Powstania Warszawskiego

Kamienica przy ul. Filtrowej 68 została wybudowana w 1926 r. dla pracowników Pocztowej Kasy Oszczędności. To w tym budynku 31 lipca 1944 r. dowódca Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej płk dypl. Antoni Chruściel „Monter” podpisał rozkaz rozpoczęcia Powstania Warszawskiego dnia 1 sierpnia o godz. 17.00. Kamienica, posiadająca elementy neobarokowe jest jedną z piękniejszych. Budynek zdobią ciekawe detale architektoniczne. Nad otworem bramnym swoje skrzydła rozpościera orzeł. Interesujące są również trójskrzydłowe wrota. Jestem przekonana, że Ci się spodoba.

Pierwszy powojenny elektryczny zegar

Wyobraź sobie, że w 1945 r. na olbrzymim budynku obecnego Domu Studenckiego Politechniki Warszawskiej „Akademik” przy Placu Narutowicza zamontowano pierwszy w czasach powojennych elektryczny zegar miejski. Ówcześnie „Akademik” był siedzibą Państwowego Urzędu Samochodowego. Niestety zegar szybko uległ awarii, w późniejszym czasie był remontowany, co pomogło na kilka lat, a potem jak już stanął to na amen. Ponoć to zegar wieżowy z kurantem i w latach 70-tych codziennie punkt 17.00 wygrywał „Etiudę Rewolucyjną” Chopina.

„Sprawdzili min nie znalezli”

Po 17 stycznia 1945 r. w Warszawie podjęto działania dotyczące rozminowywania budynków mieszkalnych. Przeszukiwano poszczególne obiekty aby usunąć z nich niemieckie pociski. Po upewnieniu się, że jest już bezpiecznie, pozostawiano na elewacji w widocznym miejscu informację (napis), że dom został sprawdzony i min nie ma. Takich napisów wówczas powstawało w Warszawie mnóstwo, niestety duża część się nie zachowała. Na Ochocie są miejsca, gdzie możesz jeszcze zobaczyć tego typu oryginalne napisy:

  • ul. Grójecka 41 – „sprawdzili min nie znalezli”,
  • ul. Białobrzeska 39 – „dom sprawdzono min nie ma 74-2 II 45 r”,
  • ul. Wawelska 60 – „sprawdz min. nieznalez”.

Warto wspomnieć, że na budynku będącym siedzibą NIK-u można zobaczyć odsłonięte podczas remontu oryginalne znaki Polski Walczącej z okresu II wojny światowej.

Plac jak z bajki

Niedaleko ul. Grójeckiej znajduje się niewielki plac, który baśniowy jest nie tylko 
z nazwy. Jakiś czas temu pojawili się tu mili goście i chyba zostaną na dłużej. Jako pierwsza wita nas mądra pani sowa z książkami rzecz jasna, jest i miś z klapniętym uszkiem, a na końcu krasnal i zaczarowane grzyby. Drewniane rzeźby to pomysł mieszkańców, którzy nie chcąc się pogodzić z wycinką uszkodzonych drzew, wymyślili jak podarować im „drugie życie”. Zaprosili artystę, który przy użyciu piły mechanicznej z pozostałych pni wyczarował takie oto cuda.

Bunkier „Krysia”

Zatrzymajmy się teraz w niezwykłym miejscu, przy budynku Grójecka 77. Znajduje się tu jedynie skromna pamiątkowa tablica, ale spróbuj użyć wyobraźni i spojrzeć na ten teren przez pryzmat historii. To właśnie w tym miejscu w latach 1942 – 1944 rodzina Wolskich ukrywała około 40 żydowskich uciekinierów z Getta Warszawskiego w specjalnej ziemiance, zwanej przez jej mieszkańców „Krysia” (zdrobniale od słowa „kryjówka”). Wśród nich znajdował się dr Emanuel Ringelblum. Podziemny schron 
o powierzchni ok. 28 m² został wykopany pod szklarnią, posiadał niewielką kuchnię, a nawet dostęp do bieżącej wody. Niestety, Niemcy odkryli kryjówkę. Ukrywający się, jak i ich opiekunowie zostali wymordowani. Zapłacili najwyższą cenę, jedni za to, że chcieli żyć, a drudzy, że mieli odwagę pomóc. Trzeba o takich miejscach pamiętać.

Plac „Pod skrzydłami”

Taki nieduży, całkiem przyjemny ochocki placyk, tuż przy ul. Grójeckiej. Jakiś czas temu został odnowiony. Są ławeczki, można sobie przysiąść na chwilę podczas spaceru. Jest też fontanna z rzeźbą przedstawiającą lecące łabędzie. W okresie PRL-u funkcjonował tu wspominany przez mieszkańców lokal „Pod Skrzydłami”, można było całkiem nieźle zjeść, albo wybrać się na dancing.

Burzliwe losy Reduty Ordona

Reduta Ordona, punkt obronny Warszawy, miejsce, gdzie rozegrał się jeden 
z najbardziej bohaterskich epizodów powstania listopadowego (1831 r.), masowy grób wielu polskich i rosyjskich żołnierzy poległych w wyniku starcia i słynnego wybuchu prochowni Reduty.

Upamiętniona głazem – pomnikiem przy 
ul. Mszczonowskiej. Niby wszystko jak należy, aż tu nagle bum! W 2005 r. historycy 
i varsavianiści odkryli, że słynna Reduta Ordona była w zupełnie innym miejscu, 
na Ochocie, w rejonie dzisiejszej ul. Na Bateryjce. Przeprowadzono badania archeologiczne, które potwierdziły „nową” właściwą lokalizację Reduty. Teren został wpisany do rejestru zabytków w ograniczonym zakresie jako pole bitwy. Do dziś anulowania wpisu żądają prywatni właściciele działek, którzy chcą je wykorzystać inwestycyjnie i zabudować.

Obecnie przy ul. Na Bateryjce symbolicznie oznaczono Redutę, chcąc w ten sposób oddać cześć poległym żołnierzom. Znajduje się tu społecznie postawiony drewniany krzyż z kamieniem, z wyrytą datą 6.IX.1831. Symboliczna mogiła, na której stoją znicze. Szkoda tylko, że teren wokół jest zarośnięty, nieuporządkowany i zaniedbany.

Jaki los czeka to niezwykłe miejsce pamięci, będące symbolem poświęcenia, utrwalone w polskiej literaturze? Czas pokaże.

„(…) Wszystko jako sen znikło. – Tylko czarna bryła
Ziemi niekształtnej leży – rozjemcza mogiła.
Tam i ci, co bronili, – i ci, co się wdarli,
Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli.
(…)
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Obleją, jak Moskale redutę Ordona –
Karząc plemię zwyciężców zbrodniami zatrute,
Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę.”

 

Mickiewicz „Reduta Ordona”

Sportowa historia Fortu

Ostatnia historia, którą chcę Ci opowiedzieć związana jest z terenem Fortu Szczęśliwice. Całkiem spory, otoczony przez ogródki działkowe obszar, na którym znajdują się zachowane zabudowania poforteczne jest, mówiąc eufemistycznie dość zaniedbany. Ale ja nie o tym. Zamknij oczy i spróbuj przenieść się do lat 20-tych 
XX w. Wtedy właśnie zrodził się pomysł budowy wielkiego miejskiego stadionu reprezentacyjnego na terenie szczęśliwieckiego fortu. Skup się i użyj wyobraźni. Wspaniały sportowy obiekt o standardzie olimpijskim na 40 tys. osób. Widzisz to? Wow nieźle, prawda?

W „Przeglądzie Sportowym” z 1926 r. w artykule „Budowa pierwszego stadjonu miejskiego na Forcie Szczęśliwickim w Warszawie” można m.in. przeczytać, że co prawda fort zlokalizowany był ówcześnie poza miastem, to można było spokojnie do niego dojechać wykorzystując dogodne połączenia różnymi środkami komunikacji, ponadto, że na przedmiotowym terenie wydrążono pięciobok, w obrębie którego zlokalizowany będzie wielki stadion, trybuny usytuowane będą 
na dawnych wałach, a w kazamatach urządzone zostaną szatnie, pomieszczenia administracyjne, restauracje, itd. Jak wiesz ostatecznie stadion nie powstał, 
a zainteresowanie skupiono wówczas na innym stadionie – Wojska Polskiego, 
tj. Legii. Jednak dowody, świadczące o tym, że takie plany faktycznie były, można odszukać w przestrzeni. Ot, np. nazwa przystanku kolejki EKD, która przebiegała 
w pobliżu fortu brzmiała „Stadion”, ponadto do dziś w niedalekiej odległości znajduje się ulica o nazwie „Stadionowa” właśnie. Przypadek?

Zasłużona kawa z ochockim klimatem

Aby tradycji stało się zadość, dwa miejsca z dobrą kawą obowiązkowo. Poza tym jeśli udało Ci się doczytać do tego momentu, to jestem z Ciebie bardzo dumna i cóż mam powiedzieć – odpoczynek zasłużony, bez dwóch zdań 😉

„Klubokawiarnia Kolonia”

Bardzo fajne miejsce na rogu ul. Łęczyckiej i ul. Błogosławionego Ładysława 
z Gielniowa na Starej Ochocie, nieopodal dużego parku. Sam budynek, w którym się mieści kawiarnia od razu mi się spodobał, drewniany, przestronny, otulony zielenią pawilon, z dużymi oknami. Od wejścia czuć zapach drewna i świeżo parzonej kawy. Klimat i otoczenie zdecydowanie sprzyjają odpoczynkowi od zgiełku wielkomiejskich ulic. Naprawdę można się poczuć jak na wakacjach. Oczywiście są miejsca 
do siedzenia wewnątrz, ale ja polecam usiąść przy jednym ze stolików na świeżym powietrzu, tuż przy wejściu, szczególnie jak słońce miło przygrzewa. Z tyłu budynku znajduje się duży ogród, również do dyspozycji gości. Korzystają z niego głównie mamy z małymi dziećmi, bo atrakcji dla najmłodszych tam nie brakuje.

Obsługa pomocna i uśmiechnięta. Zamówiłam sobie kawkę, usiadłam na zewnątrz 
i rozkoszowałam się jej smakiem w tych pięknych okolicznościach przyrody. Przyjdź, sprawdź, oceń sam. Ja z pewnością jeszcze nie raz się tu pojawię.

„Będę później”

W zasadzie to herbaciarnia, ale kawy też się można tutaj napić. Świetna lokalizacja, bardzo blisko Placu Narutowicza (ul. Słupecka 4). Przekraczasz próg drzwi wejściowych i momentalnie masz wrażenie, że przenosisz się do innego świata. Kameralne pomieszczenie, urządzone pięknymi, starymi meblami. Są tu wygodne, mięciutkie fotele, stwarzające idealne warunki aby zatopić się w lekturze ulubionej książki. Na ścianach dużo obrazów i zdjęć, które podnoszą wrażenia estetyczne, 
a nastrojowa muzyka płynąca z głośników idealnie podkreśla klimat.

Nie wiem jak to się dzieje, ale od wejścia czułam się jak zaproszony i oczekiwany gość, a nie jak klient. Na pewno jest to raj dla smakoszy herbat, bo naprawdę jest z czego wybierać. Spokojnie, wybór kaw też mile zaskakuje. Ja zamówiłam tradycyjnie kawę i kawałek pysznego ciacha. Pani z obsługi z uśmiechem doradzała w kwestii słodkości, za co zdecydowany plus. Na koniec małe ostrzeżenie! Jest tak miło, że można się naprawdę zapomnieć i stracić rachubę czasu, w efekcie czego „Będę później” nabiera właściwego sensu 😉

p.s.: tak, byłam w słynnej Filtry Cafe, kawa przepyszna ale… cóż, nie udało mi się poczuć genius loci.


To jak? Masz już ochotę na spacer? Śmiało zajrzyj do innych artykułów z serii #WarszawaBezTurystów i zakochaj się w tym mieście pełnym paradoksów. A jeśli nie chcesz przegapić artykułów o kolejnych pięknych miejscach to podaj swój e-mail i co sobotę otrzymasz od nas list. Taki w starym dobrym stylu.

  • Odpocznij z nami! W każdy sobotni poranek będzie czekał na Ciebie inspirujący artykuł i dobra muzyka do kawy.
  • Dowiedz się więcej tutaj