To idzie do wszystkich ziomków – Recenzja płyty Zeusa „Jest super”

Kiedy ponad 15 lat temu przesiadłem się z osiedlowego rapu na garażowy punk-rock, nie myślałem jakie koło potrafi zataczać historia. Ba, mój bunt miał być totalnym odcięciem się od osiedla i pokazania, że jestem lepszy od innych. Jakaż to była moja młodzieżowa głupota.

Teraz po latach porównując warstwę tekstu mam chyba więcej szacunku do rapu niż do punkrocka. Nieustannie ciągnie mnie do tego pierwszego i odpycha od tego drugiego. Rozwój? Zmiana? Nazywaj to jak chcesz – efektem tego jest nowa płyta Zeusa w rękach mojej rodziny. Czytaj dalej aby poznać moje subiektywne odczucia z nią związane.

Zaczyna się wszystko niewinnie, czysto

Zeus/Kamil Rutkowski – łódzki raper, kiedyś z Bałut, teraz z Kabat. Już nie pamiętam od czego się zaczęła moja z nim przygoda – gdy pada strzał? Chyba był to rok 2011 i festiwal reggae-rap Positive Ferment w Nidzicy. Wtedy pierwszy raz usłyszałem tego gościa i gdzieś to umknęło w jaźni. Kilka miesięcy później trafiłem na nagrania z tamtego koncertu i powoli zagłębiałem się w jego twórczość.

Nie będzie to wielką przesadą jeśli powiem, że w jego dotychczasowych albumach było pełno smutku, agresji i śmierci. Śpiewał także sporo o życiu, ale raczej z tej gorszej strony. W pamięć zapadły mi szczególnie „Kobiety swoich mężczyzn” traktująca o dumnych facetach, którzy rządzą w domu. I o ile dominację jestem w stanie zaakceptować – o tyle, taki „dowódca” musi kierować się miłością i dobrem rodziny.
Tylko, że w tym utworze zupełnie nie o to chodziło.

Była też osławiona „Hipotermia”, po której wszyscy zakładali depresję Zeusa. I tak utwór po utworze, płyta po płycie budował wokół siebie raczej mroczny klimat swojej muzyki. Było tam sporo dobrych utworów, świetnie złożonych muzycznie i z dobrym tekstem (to co, że smutnym) i słuchało się tego świetnie. Przez lata zebrał naprawdę sporo doświadczenia, które widać i w wokalu i w podkładzie.

Masz już mniej więcej obraz przeszłości? To z takiego stanu rzeczy idziemy do najświeższego albumu.

Jeżeli po przeczytaniu początku sądzisz, że hip-hop nie jest dla Ciebie – tym bardziej czytaj dalej.

Jesteśmy jak wiatr, który wieje gdzieś wysoko ponad koronami drzew

Przedostatnia płyta nazywała się „Zeus. Nie żyje”, ta najnowsza „Zeus. Jest super” – jest różnica? Zmiana nastąpiła również w warstwie tekstów i zaraz do tego dojdziemy. Skąd jednak to „super” u niego w życiu? Czy to przeprowadzka na Kabaty? 😉 A może to, że wziął ślub i jest teraz mężem? A może coś jeszcze, co dotyka sensu życia? Poszukajmy wspólnie.

Tak jakby Zeus chciał postawić grubą kreskę i zaznaczyć, że coś się zmieniło i teraz jest (i będzie) inaczej.

Z natury jestem ogromnym optymistą i do wszystkiego podchodzę z uśmiechem i dozą zaufania. Nie wiem na ile miało to znaczenie w odbiorze tej płyty, ale zgadza się z takim światopoglądem. Większość tekstów traktuje o sprawach solidarności, uczciwości i miłości i – jak dla mnie – ma wręcz chrześcijańskie przesłanie.

Ot choćby wspomnieć piosenkę „Siewca” i fragment:

Tyle rzeczy w nas pompuje zwątpienie tak głośno,
A krew pompuje tlen tak cicho.
Że ciężko nam uwierzyć w to,
Że największy skarb dostajemy za friko.

albo może Orinoko flow?

Zaczynamy życie tam u góry. Synowie i córki nieba.
Za poduszki nam służą chmury, ramionami nas otula matka Ziemia.
Żadne z nas nie zna, póki co, żadnych barw. Nasze oczy są puste.
Nasze serca to gładka powierzchnia, żadnych fal, każde kroki są słuszne.

Słuchając całości, kawałek po kawałku słyszymy fragmenty wspomnień z życia Zeusa, moralizatorski ton o wyborze mniejszego zła, syf show-biznesu i reklamy aż do minimalistycznego „Nie potrzebuję wiele”. A wszystko okraszone po prostu masą pozytywnego przesłania o miłości, sensie życia i tego, że każdy z nas jest cudem.

Moje doświadczenia ludzi z którymi się zetknąłem pokazują, że takie przemiany najczęściej są wynikiem relacji z Bogiem. Nie wiem czy tutaj jest ten case – Kamil nigdzie nie mówił jakoby coś się zmieniło w tej materii. Pewne jest, że do wegetarianizmu dorzucił medytację – wystarczająco? za mało? Mam nadzieję go kiedyś zapytać o to w co wierzy, a tymczasem pozostaje cieszyć się zmianą na lepsze.

Jedni znajdują w nich pewnie wsparcie i pomoc, drudzy, jakby preteksty

Gdy pierwszy raz uruchomiłem płytę w odtwarzaczu – aż trudno było mi uwierzyć, że to ten sam gość. Odwrót jest o 180 stopni (tak, tylko o połowę 360 ;)), ale w stronę na którą czekałem. Odwrót od tej mrocznej strony, która wpędzała mnie w za każdym razem w depresję uważam za świetny kierunek.

Ale ale – pomimo wszystkich pozytywnych emocji jakie rodzi we mnie ten album, całość sprawia wrażenie sklejonej na siłę. Tak jakby Zeus chciał postawić grubą kreskę i zaznaczyć, że coś się zmieniło i teraz jest (i będzie) inaczej. I o ile o smutku pisze się łatwo (ot, „Cierpienia młodego Wertera”), o tyle o radości i szczęściu jest już trudniej. Wydaje mi się, że w ludzkim języku po prostu brakuje nam słów na ich opis. No i podejmując próbę, łatwo wpaść w banał i wytarte slogany. Chyba najbardziej widoczne jest to w ostatnim kawałku „Nie potrzebuję wiele”. Może łatwiej taki stan szczęścia oddać obrazem niż słowami?

bracia-przy-kawie-zeus-jest-super

Od razu lepiej, nie?

Jestem niedoskonały i przez to unikalny

Po wydaniu płyty przez internet przetoczyła się fala krytyki stałych słuchaczy, zarzucająca Zeusowi głównie brak realizmu w tekstach i nieudane eksperymenty z linią melodyczną. Kwestia do dyskusji. Warsztat „wokalny” Zeus-a zawsze był imponujący i tutaj wszystko jest super – wykorzystuje go w każdym utworze.

A podkłady? Zawsze tworzył je samodzielnie i tak jest też w tym przypadku. Dużo jest eksperymentowania, jak w „ODP. 2” gdzie całość została nagrana na żywo, a nie składana z sampli. Przykład „Siewcy” pokazuje się od strony folku, a „Będziemy dziećmi” od strony gatunku muzyki przedszkolnej 🙂 Dochodzi jeszcze klubowe „Zgłupiej” (swoją drogą – świetny teledysk!) i mamy mieszankę wybuchową.

Jak dla mnie – słucha się tego naprawdę dobrze i tylko 2-3 kawałki irytują. Mam też wrażenie, że niektóre żeńskie partie wokalne są niedopasowane do całości, a gdzieniegdzie śpiewający je głos jest płaski (ot „Zgłupiej”). Duży plus za to, że w wielu utworach śpiewa Justyna Rutkowska – nie ma to jak dzielić pasję z żoną 🙂

Już czas nauczyć się wypatrywać tęczy, gdy pada

My personal favourite? Zdecydowanie „Domek w górach” – niedosadnie o ucieczce w stronę szczęścia.

Ciekawostką jest też „ODP. 2” – na płycie z 2012 roku Zeus nagrał piosenkę „ODP.”, w której opowiadał o tym, jakie maile dostaje i jakie to one są głupie. Ktoś pyta go o wszystkie plany na życie, inny zaprasza żeby wystąpił na urodzinach kumpla a jeszcze inny pyta czy ma wolny bit do oddania. Ogólnie całość jest podsumowana słowami „ludzie są ku*wa bezmyślni”.

I teraz następuje sequel do tamtego utworu w postaci ODP. 2 – tutaj już z większym zrozumieniem podchodzi do drugiej połowy maili, które dostaje. Od samotnych rodziców, rodziców samobójców, a także od osób proszących o pomoc w zbieraniu funduszy na operację. To ostatnie jest akurat ciekawe, nie znam innego rapera, który na swojej ścianie na FB promowałby różne akcje charytatywne dosłownie co chwilę (jedna w tygodniu to chyba u niego minimum). Zresztą – sami sprawdźcie.

Jest pięknie, jest nieźle

Płyta nie jest klasycznym rapem i mimo, że stworzył ją gość prosto z łódzkiego podziemia, trafi raczej do szerszej publiczności z rapem niezwiązanej. Ot, moja żona się w tej płycie zakochała (a nie cierpi rapu) i praktycznie nie pozwala mi jej zmienić w samochodzie już od dobrych kilku miesięcy. Może to kwestia wpasowania się z tekstem, może to kwestia chwytliwych melodii, a może to Maybelline. Tak czy owak – polecam każdemu przesłuchać ją choć raz, a jeśli się Wam spodoba – gwarantuję, że zagości u Was na dłużej.

Podsumowując na minus:

  • gdzieniegdzie banał w tekstach, które nie są w stanie oddać takiego szczęścia
  • płaski żeński wokal w niektórych utworach

Na plus:

  • zróżnicowanie styli muzycznych
  • świetny warsztat Zeusa
  • pozytywne przesłanie
  • brak przekleństw (child-friendly :))

Mój werdykt zdecydowanie pozytywny – warto wesprzeć tego gościa kupując płytę lub nawet odsłuchując ją w Spotify 🙂 Pomóżmy mu utwierdzić się w przekonaniu, że to dobra zmiana!

Kliknij tutaj, by zobaczyć gdzie najtaniej kupić płytę.

Dzięki za dotrwanie (doscrollowanie?) do tego momentu – super, że to czytasz. Jeśli chcesz podążać z nami – zasubskrybuj się w mailu, a będziesz pierwszą osobą, która dostanie info o nowościach które wrzucamy 🙂

PS: a żona Kamila właśnie wypuściła pierwszy solowy utwór „Włącz – wyłącz” – jest świetnie, jak na debiut!