Ostatnio aktualizowany 12 stycznia 2019 Relacje

Poród z mężem czy bez niego? 5 rzeczy których nie wiedziałem o porodzie

Zaczynając ten artykuł miałem jeden obraz świata – mąż jest konieczny przy porodzie.

Ale przeglądając internet nie jest to już takie oczywiste. Lekarze nie chcą, by ktoś im przeszkadzał. Kobiety nie chcą być widziane w takim stanie. A mężowie nie chcą stracić libido do swoich kobiet.

Kumple mnie ostrzegali, żebym przyjmował na klatę bez słowa wszystkie przekleństwa. Nie usłyszałem z ust mojej żony żadnego.

Pozwólcie, że opowiem Wam moje doświadczenia porodu.

Nikt nie chce męża przy porodzie

Mąż przy porodzie może oznaczać kłopoty.

Może za dużo gadać. Może się denerwować. I może zemdleć.

Nic z tych rzeczy nie pomoże ani rodzącej kobiecie, ani lekarzom i położnym.

Kobiety boją się też o swój wizerunek w oczach męża. Pod koniec porodu kobieta nie wygląda najkorzystniej. Jest obolała, umęczona i cała we krwi.

Mąż już nigdy nie będzie na Ciebie patrzył tak samo – to prawda. Ale to od dojrzałości Waszej relacji zależy jak zacznie patrzeć „po”. I czy zachowa dla Ciebie libido.

Ojciec jest konieczny przy porodzie

Kiedyś mężczyźni nawet nie byli brani pod uwagę przy porodzie. Kobieta rodziła w towarzystwie babć, ciotek i mam. Tylko, że te czasy już minęły i teraz w chwili pierwszego porodu jesteśmy rodzinami dwuosobowymi.

Kiedyś ktoś powiedział mi „byłeś przy poczęciu, masz być i przy porodzie” 😀 A poród nie jest niczym przyjemnym dla żadnej ze stron.

Uważam, że mąż jest konieczny przy porodzie. Musi tylko zachować kilka zasad:

  • nie mdleć
  • nie awanturować się
  • nie gadać za dużo

Kobieta rodząca nie jest w stanie robić nic poza tym. A położne raczej nie mają czasu, żeby przez 12h (standardowy czas pierwszego porodu) być tylko z nią.

I wtedy przydaje się ktoś obok, kto:

  • pomasuje plecy
  • przygasi światło
  • poda wodę
  • pomoże wstać do łazienki
  • zawoła lekarza
  • będzie Twoim pośrednikiem z położnymi
  • przeczyta dokumenty
  • będzie oparciem (dosłownie)

Powtórzę to raz jeszcze – odzywaj się jak najmniej. Słowa „dasz radę”, „jeszcze trochę”, „wytrzymaj” nigdy nikomu nie pomogły. Nie próbuj też jej rozśmieszać, raczej Ci się nie uda. Masz po prostu być.

Czego nie wiedziałem o porodzie?

Nie wiedziałem, bo niby skąd miałem wiedzieć? Byliśmy na szkole rodzenia, ale nie wszystko tam tak dociera, jak w chwili gdy to już.

  1. Trwa strasznie długo – pierwszy poród określa się na minimum 12h. To długo jak na czas spędzony w pełnej gotowości. Weź kawę.
  2. Większość czasu siedzisz sam ze swoją żoną w szpitalnej sali – pierwsza faza porodu dzieje się sama. Od skurczu do skurczu powoli się rozkręca. Położne przychodzą tylko od czasu do czasu monitorować sytuację. My próbowaliśmy oglądać kabarety, ale po trzecim skurczu wyłączyliśmy i po prostu siedzieliśmy w ciszy.
  3. Myślałem, że jak zgłodnieję to spokojnie wyjdę na kebaba i wrócę – czas pomiędzy skurczami to 3-5 minut; żona potrzebuje Cię ciągle. Weź kanapki.
  4. Jesteś bezsilny – tak jak jesteś przyzwyczajony do naprawiania wszystkiego, tak tutaj możesz tylko siedzieć i patrzeć jak ją boli. Nic nie zmienisz.
  5. Jest bardzo intymny – nie da się rodzić wspólnie, jeśli nie jesteście ze sobą blisko.

PS: swoją drogą ogromnie polecam szkołę rodzenia – komplet informacji o ciąży, porodzie i pielęgnacji noworodka konieczny do przetrwania. I pomaga poukładać sobie w głowie lęk przed porodem. Naprawdę.

Boję się porodu – nic dziwnego

Poród to bardzo mocne doświadczenie. Ja nie przeżywałem bólu, a jednak byłem tam z żoną całym sobą. W każdym skurczu, w każdym oddechu i w każdym krzyku.

Nic dziwnego, że kobiety boją się porodu. I wolałyby cesarskie cięcie, żeby uniknąć bólu. Nam udało się urodzić naturalnie i już następnego dnia Paulina normalnie mogła chodzić. Dziewczyny po cesarskim cięciu nie mają tego luksusu i przez 15 minut zastanawiają się jak się podnieść do płaczącego dziecka.

Poród może Was bardzo zbliżyć lub bardzo oddalić

Piszę tu o perspektywie porodu z mężem. Z kimś, kto przysięgał Ci wierność do końca życia. Nie poruszam kwestii porodu z partnerem. A już na pewno nie z przypadkowym chłopakiem z dyskoteki.

Poród wydaje mi się tak intensywny, że jest jak papierek lakmusowy dla Waszej relacji. Podkreśli każdy jej aspekt.

Jeśli jesteście blisko – zbliży Was jeszcze bardziej.

A jeśli do teraz udawaliście przed sobą, to poród zdejmie Wam klapki z oczu. I może Was bardzo od siebie oddalić. Poza tym obecność przy Tobie kogoś przy kim będziesz musiała się kontrolować i udawać, wydłuży poród. A Ciebie będzie bardziej boleć.

Jeśli boisz się, że Twój mąż po porodzie straci na Ciebie ochotę to zastanów się dlaczego ma ją w pierwszej kolejności? Jeśli pociągasz go tylko i wyłącznie z powodu fizyczności, to tak – w porodzie może stracić libido całkowicie. Libido bierze się z miłości, a nie miłość z libido.

Jeśli nie chcesz, żeby Twój mąż widział Cię w takim stanie: nieumalowaną, krzyczącą, płaczącą, w ogromnym bólu. To czy kiedy ulegniesz wypadkowi, też nie będziesz chciała by Cię widział? Wiążąc się z kimś na całe życie – zobaczy Cię w ciężkim stanie prędzej czy później. Lepiej, jeśli będzie to w kontrolowanych warunkach.

Co chcę przez to powiedzieć – jeśli nie jesteście blisko, to nawet nie myśl o mężu na porodówce. Weź mamę lub kogoś zaufanego.

A jeśli chcesz budować związek aż do śmierci to intymność porodu będzie bardzo jednocząca.

No i nic nie zastąpi widoku Waszego nowonarodzonego dzieciątka.

Nic mnie w życiu tak nie poruszyło jak te kilkanaście godzin spędzonych z moją żoną w oczekiwaniu na naszego synka.

Dziękuję kochanie, jesteś bardzo dzielna.

Podoba Ci się ten artykuł? Podziel się!

Paweł Tomkiel

Człowiek o milionie pomysłów, Boży wojownik, mąż, brat, przyjaciel. Jest umysłem ścisłym, dlatego też uwielbia pisać w formie poradników i wypunktowań. Wolne chwile poświęca na rozmowy z ludźmi, muzykę i sporty wodne.

Dołącz do dyskusji

Avatar Emilia

Mi słowa „jeszcze trochę” bardzo pomagały :p
Jak widać, każdy potrzebuje co innego.
I dalej twierdzę, że mąż przy porodzie nie jest konieczny i że decyzję trzeba podjąć w absolutnej wolności.
Okoliczności za każdym razem są inne, a relacja dojrzewa w czasie. I nie ma nic złego w tym, że ktoś nie czuję się na to gotowy. Niech dojrzewa sobie do wszystkiego powoli, w swoim tempie 🙂
Pozdrawiam serdecznie.

Paweł Tomkiel
5 stycznia 2019
Avatar Paweł Tomkiel

Tak, relacje dojrzewają w czasie. Ważne, żeby w chwili porodu wiedzieć w jakim akurat jesteśmy stanie 😉

Avatar Emilia

I myślę, że ten artykuł ma lekko oceniający i krzywdzący wydźwięk. Bo znam dużo lepsze papierki lakmusowe dla związku niż to, jak ktoś sobie radzi przy porodzie, i czy to ostatecznie zbliża czy oddala. Lepszym wyznacznikiem jest to, czy te doświadczenia- jakiekolwiek by nie były- umiecie w sobie przepracowac i wyciągnąć z nich wnioski, a niedociągnięcia wybaczyć . Bo znam małżeństwa które miały piękne wspólne porody, piękne wzajemne wsparcie w trudnych sytuacjach- dziś są po rozwodzie, bo nie zrobiły z tym nic dalej.
Miałam wrażenie, że były zbyt pewne, że na swoje wsparcie będą mogli liczyć zawsze, że nic ich nie przerosnie- a życie jest jakie jest i zderzenie z rzeczywistością było zbyt bolesne.

Paweł Tomkiel
5 stycznia 2019
Avatar Paweł Tomkiel

Emila, masz mnie 😛 nie dbałem w tym wpisie o bycie obiektywnym 😉

Czy to nie jest tak, że zawsze ważne jest umieć wyciągać wnioski? I uczyć się na błędach? A jednocześnie mieć jakiś punkt odniesienia na podstawie którego oceniamy czy to był błąd czy nie?

Avatar Emilia

;D
Ja za to mam skłonności do znajdywania igieł w stogu siana i dziur w całym 😀 Dlatego zawsze się czepiam uogolnien :p
Poza tym patrzę z poziomu zupełnie innych doświadczeń (nie tylko porodowych, ale o tym nie możesz jeszcze wiedzieć) 🙂
Ja nauczyłam się nie patrzeć na życie przez pryzmat błędów. Nie szukam ich, raczej patrzę na życie jak na kolejne etapy dojrzewania, w których podejmuję takie decyzje, które wydają mi się właściwe. I póki są one zgodne z moim sumieniem w danym momencie, nie są błędami (choć obiektywnie ktoś mógłby je tak szufladkowac). I wyciągam wnioski że wszystkiego, i z dobrego, i złego, bo nie tylko błędy można poprawiać (czasem wręcz lepiej zająć się czymś innym)
Ludzie różnią się wszystkim. Każda relacja jest inna. Nie smialabym jej oceniać nie będąc zainteresowana. Zwłaszcza na tak kruchej podstawie, jak poród. Gdzie też każdy jest inny. I najważniejsze, żeby dzieciątko przyszło na świat zdrowe ( zdenerwowana mama to nie tylko większy ból czy dłuższe porod, ale też większe ryzyko niedotlenienia i komplikacji, których nie polecam) . A na naukę relacji są dużo lepsze momenty w życiu niż poród 😉
I podtrzymuję to co pisałam na fb 🙂 Ja w sumie cieszę się że mojego męża przy pierwszych porodach nie bylo. Nie ten moment i nie te okoliczności. Jasne, gdyby było idealnie, to może i byłby i twierdzilabym tak samo, jak Ty. Ale idealnie nie było. Nasza relacja też nie była (i nie jest dalej) idealna. Nie widzę celu w nakładaniu na siebie ciężarów ponad swoje siły dla idei. Nasze małżeństwo, nasza relacja jest… no właśnie, nasza. I wybieramy dla niej to, co nam służy w danym momencie, a nie co dobre dla ogółu 🙂

Paweł Tomkiel
5 stycznia 2019
Avatar Paweł Tomkiel

100% racji, bez zbędnych ciężarów. Relacja niegotowa = brak męża przy porodzie

Avatar Ania

Z tymi radami odnośnie porodu – to jest tak, że raczej każdy mężczyzna zna lepiej swoją kobietę i takie porady to powinni brać z przymrużeniem oka. 😉
Na przykład mi pomagało jak mąż mnie rozśmieszał i rozluźniał atmosferę, czy jak wspomniała poprzedniczka – mówił, że jeszcze trochę (ale fakt, że akurat w ostatnim okresie porodu).
Także Panowie – jeśli partnerka/żona tylko chce Waszej obecności – stawajcie na wysokości zadania i sami wiecie lepiej jak się zachować, gdy cierpi. 🙂 Raczej niejeden raz przeżyliście chwile, gdy gorzej się czuła, bądź coś bolało. Nie zmieniamy się w trakcie porodu w kogoś innego. 😉

Paweł Tomkiel
7 stycznia 2019
Avatar Paweł Tomkiel

Dobrze mówisz, nie zmieniamy!

PS: moja żona przestała się śmiać z moich żartów przy 6cm 😀

Avatar Natalia

Dla mnie post napisany z pozycji autorytetu, negujący i krzywdzący dla każdego, kto widzi to inaczej. Oczywiście-bardzo subiektywny, ale jednocześnie nacechowany bardzo krytycznie do innych, niż opisana postaw. Gdyby był napisany „na miękko”, bez prób wywyższenia własnej postawy i własnego zdania, byłby ciekawą perspektywą, ale nie udało się. Wyszedł oceniająco i krytycznie.

Paweł Tomkiel
12 stycznia 2019
Avatar Paweł Tomkiel

Załóż dobrą wolę, nikogo nie krytykuję.

Małgorzata
12 stycznia 2019
Avatar Małgorzata

A moim zdaniem świetny artykuł. Mąż jest bardzo potrzebny przy porodzie ale tylko kiedy faktycznie potrafi i chce być wsparciem. Jak jest dzieciakiem który uważa, że on swoje zrobił i w ogóle to tyle lat sobie kobiety radziły to niech dalej sobie bez facetów radzą, to niech nie podchodzi. Jak ma grać na telefonie zdegustowany czasem trfania, pośpieszać albo twierdzić, że kobieta wymyśla, albo, że krew, wody płodowe i fuj, polecę do takiej co nie rodziła to niech siedzi najlepiej w domu. Na szczęście mój mąż, chociaż na co dzień nieco dzieciak ( ;)) w kwestiach ważnych staje się dojrzałym, odpowiedzialnym facetem. i wiem, że pragnie mi pomóc i wziąć udział w narodzinach także JEGO dziecka, nie tylko mojego.

Paweł Tomkiel
12 stycznia 2019
Avatar Paweł Tomkiel

Dzięki, pięknie opisane.

PS: ja też jestem na co dzień dzieciak 😉

Avatar Marek

Podoba mi się ten artykuł 🙂
Dziękuję.

Paweł Tomkiel
17 marca 2019
Avatar Paweł Tomkiel

💪

A Twoim zdaniem?

Adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wybrane dla Ciebie

Pomysły na dzień babci i dziadka – Live przy kawie

O jednym pomyśle pisałem już w Najlepszy prezent na dzień babci i dziadka, tym razem opowiadam o drugim sprawdzonym :)

Czytaj dalej

Jak skutecznie odmawiać i być asertywnym? – #CL002

Kiedyś słowa "nie dać sobie w kaszę dmuchać" kojarzyły mi się z bicepsem i agresją, dziś wiem, że ważniejsze jest potrafić bronić swojego czasu, decyzji i wartości.

Czytaj dalej

Jak budować szczęśliwą rodzinę? – #CL003

Prawie połowa małżeństw kończy się rozwodem. Są jednak takie, które są szczęśliwe aż do śmierci. O tym jak budować taką rodzinę rozmawiam z Andrzejem Kocem.

Czytaj dalej

Facet musi sobie czasem popatrzeć

Kto nigdy nie spojrzał na kobiecy tyłek lub nie zaglądał koleżance w dekolt - niech pierwszy rzuci kamieniem.

Czytaj dalej

Jak masz na imię?

Co sobotę podzielimy się z Tobą refleksją przy sobotniej kawie. No i konkursy organizujemy tylko tam.

Żadnego SPAM-u, masz nasze słowo.

Dziękujemy, że tu jesteś!

Paweł i Krzysiek