Krakowskie Przedmieście potrzebuje miłości. O pijanych i ubogich

Od jakiegoś czasu pracuję na Krakowskim Przedmieściu. Centrum turystycznej Warszawy (a ja wolę #WarszawęBezTurystów) zawsze pełna Japończyków z aparatami. Niby na urlopie, a jednak w biegu.

Zamiast spędzać swoje przerwy w pracy wychodzę na spacer. Każdego dnia mogę kupić sobie coś w piekarni i wolnym krokiem chłonąć to piękno.

Jagodzianka przez którą płakałem

Często zaglądam też do piekarni, kupuję jagodziankę i idę się przejść po terenie UW (dużo spokojniej niż na głównych traktach). Pewnego razu przed piekarnią stała kobieta około 80-tki z jakąś kartką. Bardzo słabym głosem zapytała mnie czy kupię jej jagodziankę.

Nauczyłem się już z doświadczenia, że w Warszawie trzeba odsiewać ludzi ubogich od naciągaczy. I mam taki filtr w głowie, np. nie dam nigdy pieniędzy komuś kto chce je przeznaczyć na alkohol. Tylko mądra pomoc.

Ale nauczyłem się też, że tak naprawdę Ci wszyscy ludzie nie potrzebują pieniędzy, kawy czy bułki. Oni potrzebują rozmowy.

Wyszedłem z piekarni, dałem jagodziankę i zapytałem: Dlaczego Pani tu stoi?

Rozpłakała się. 80-letnia kobieta.

– Czekam na autobus do syna, leży w hospicjum przy św. Annie. Miał amputowaną nogę. Ta jagodzianka to dla niego.

Rozczuliłem się. Zobaczyłem matkę, która w podeszłym wieku zajmuje się synem i oddaje mu wszystko co ma. Nie wstydzi się nawet żebrać dla niego. Całkowicie zrezygnowała z siebie.

Wiem, że takich sytuacji jest na świecie masa. I że każdy ma swoje tragedie. Ale wierzę, że Bóg stawia nas na drodze konkretnych osób. I chce, żebyśmy pomagali sobie nawzajem. Dałem jej całą gotówkę jaką przy sobie miałem (to łatwiejsze, kiedy się oddaje dziesięcinę). I sam poszedłem płakać.

Każdą swoją historią możesz kogoś zainspirować

Kiedy wysłałem historię o jagodziance na naszym newsletterze (zachęcam Cię serdecznie, tam jest cudownie!), to dostałem od Was mnóstwo własnych historii.

Natalia podzieliła się ze mną wzruszającą historią swojego życia, Gosia opisała jak zaprosiła kiedyś żebrające dzieci do domu na obiad, inna Gosia wysłała mi mnóstwo materiałów o mądrej pomocy.

Ale Hania – ta to dopiero miała historię:

„Któregoś razu na przystanku koło dworca, w środku niczego (akurat tego w Poznaniu nie lubiłam – tej ogromnej przestrzeni niezagospodarowanej i bezludnej wokół dworca), siedział tylko jakiś jeden człowiek. Bałam się go, nie wyglądał dobrze, pachniał jeszcze gorzej. I nagle coś do mnie zaczął mówić. W pierwszym odruchu chciałam go zostawić samemu sobie, ale usłyszałam w jego mowie ton prośby i zaczęłam słuchać. Poprosił, by zawiązać mu buty. Uklękłam, zawiązałam te buty, spojrzałam mu w twarz i widzę, jak patrzą na mnie oczy Jezusa, patrzą z miłością. Do dziś na mnie patrzą – pamiętam to spojrzenie.”

  • Odpocznij z nami! W każdy sobotni poranek będzie czekał na Ciebie inspirujący artykuł i dobra muzyka do kawy.
  • Dowiedz się więcej tutaj

O odprowadzaniu pijanego

I dosłownie kilka dni po jej mailu wracam sobie jak zwykle Krakowskim Przedmieściem i widzę człowieka. Zaplutego, brudnego, koło 60-tki i coś do mnie bełkocze. Podchodzę i już w myślach „pewnie pijany”. A on pyta:

– Odprowadzisz mnie do domu?

Myślę „o nie, jak pijany to nie ma szans, mam wyprasowaną koszulę, wypastowane buciki, jeszcze się pobrudzę„. Więc pytam: co się Panu stało?

– Upiłem się.

I to właśnie wtedy przypomniały mi się te wszystkie historie. To historia o nakarmieniu głodnego, o zawiązaniu butów, o rozmowie z pijanym pomogły mi na niego spojrzeć jak na człowieka. Wziąłem go pod pachy i zacząłem prowadzić w stronę, którą pokazywał.

W mojej najbliższej rodzinie bardzo rzadko piło się alkohol, więc nie mam też doświadczeń z alkoholizmem. Jest to dla mnie dosyć obce, choć znam sporo osób, które żyły z alkoholikiem pod jednym dachem wiele lat.

Powiedział mi, że pije od 30-tu lat. Kiedy on zaczynał pić ja miałem roczek.

Dlaczego w ogóle pomagać?

Nie jest mi na rękę oddawać moje pieniądze innym ludziom. Nie jest mi na rękę brać na barki zaplutych i brudnych. Nie jest mi na rękę być widzianym przy mojej firmie z pijanym na ramieniu.

Nie mój cyrk nie moje małpy. A jak już ktoś sam się upił to sam jest sobie winien, prawda?

Musimy sobie uświadomić, że każdy z nas jest w pewnym sensie takim pijanym i brudnym. Sam też często potrzebuję pomocy, sam jestem zaplątany w inne rzeczy. Sam też uciekam od odpowiedzialności.

Sam też mam mnóstwo grzechów na swoim koncie.

A Bóg przyszedł do mnie pomimo to, przyszedł i wziął moją karę na klatę. Wziął konsekwencje moich błędów na siebie.

Nie możesz dać czegoś czego sam nie masz

Nie możesz kochać, jeśli nie jesteś kochany.

Rozejrzyj się. Spójrz na niekochane dzieci – czy zachowują się z miłością? Spójrz na niekochanych ludzi – czy potrafią kochać?

A Bóg kocha mnie i Ciebie. Każdego. I to jest sedno chrześcijaństwa – zostałeś stworzony by być kochany i Bóg będzie próbował do Ciebie dotrzeć aż do ostatniego dnia. Czy mu na to pozwolisz, to zależy już od Ciebie. (pisałem o tym w Przestań chodzić do kościoła – 5 powodów)

  • Odpocznij z nami! W każdy sobotni poranek będzie czekał na Ciebie inspirujący artykuł i dobra muzyka do kawy.
  • Dowiedz się więcej tutaj

Jestem kochany. Dlatego potrafię kochać.

To nie ja pomogłem tej Pani – Bóg to zrobił. Bez niego nawet bym na nią nie spojrzał.

To nie ja podniosłem tego pijanego – Jezus to zrobił. Ja bym przeszedł obok.

Każdego dnia pytam Boga jak on widzi innych. Chcę patrzeć na świat przez Jego okulary. On naprawdę wie, jak działa ten świat.

On w tym pijanym widzi swojego syna. Zagubionego, zaplutego, marnotrawnego i brudnego syna. Syna, na którego ciągle czeka.

Ten pijany człowiek człowiek zdradził mi sekret swojej historii picia przez 30 lat:

– Wiesz skąd się bierze alkoholizm? Z braku miłości.

Jedna lekcja, którą sobie ciągle przypominam: potrzebujemy siebie nawzajem. Czy to wtedy, kiedy sami nie damy rady wrócić do domu, czy wtedy, kiedy opowiadamy sobie nawzajem swoje historie. Nikt nie jest samotną wyspą (ktoś pamięta z jakiego to filmu?).

I na koniec w tym duchu mocny film:

Zapewniam was: Wszystko, co zrobiliście dla jednego z tych najmniejszych moich braci, zrobiliście dla Mnie.

Mt 25, 40

Dodaj komentarz