Kiedy ostatnio zrobiłeś coś dzikiego? – Kasprowy Wierch zimą

Uciekłem na kilka dni w góry. Paradoksalnie potrzebuję trochę czasu spędzić samemu, żeby potem lepiej żyć z ludźmi wokół. W tym artykule pokazuję dlaczego wyjechałem w zimowe Tatry, ile to kosztuje i jakie zimowe trasy nadają się dla każdego.

Jestem słaby

Sporo ludzi uważa, że nie powinniśmy się przyznawać do słabości. Na Facebooku i Instagramie raczej epatujemy tym, co jest dobre w naszym życiu. I w ten sposób fałszujemy obraz rzeczywistości. Inni widząc to, tak samo zaczynają udawać, że wszystko jest zawsze OK. Rozmawiałem kiedyś na ten temat z Marcinem z Początku Wieczności:

Więc tak – jestem słaby, jak każdy człowiek. Moją największą słabością jest chyba jedzenie, dlatego co jakiś czas walczę radykalnie o swoją silną wolę np. robiąc sobie post Daniela.

Jestem też słaby fizycznie. Ruchu mam mniej niż bym idealnie chciał. A to wszystko dlatego, że – jak wielu dzisiejszych mężczyzn – daję się wcisnąć za biurko w betonowym bloczku.

My – mężczyźni – jesteśmy stworzeni do przygody, do dzikości, do radzenia sobie z czymś nieprzewidywalnym.

A tak – przez lata nauczyliśmy się wszystko kontrolować. Stworzyliśmy sobie idealne środowiska, w których jesteśmy wydajni, produktywni i efektywni. Robimy karierę, a zapominamy o sobie. (i nie zrozumcie mnie źle – bardzo cieszę się swoją pracą)

Nie ma już miejsca na przygodę – kontrolujemy każdy aspekt naszego życia.

Siłownia, która ma nam dać poczucie siły w ręku nie ma nic wspólnego z próbą radzenia sobie w dzikości natury.

Męskie serce rwie się do natury, w dzicz

Szlak na Czarny Staw Gąsienicowy

Survival w lesie, dzikie tereny Alaski, odkrywanie wysp na oceanach – te rzeczy sprawiają, że moje serce szybciej bije. To wyryte w głębi mnie marzenia.

Lubię mówić, że razem z bratem wychowywaliśmy się w lesie. I mimo, że większość czasu spędzaliśmy na blokowisku, to jednak tata często zabierał nas do Puszczy Knyszyńskiej. Jest tam dziko, nie ma ludzi i jest ogromna. Kiedy już byliśmy nastolatkami – wybieraliśmy się do pobliskich lasów sami, przecieraliśmy nowe ścieżki, budowaliśmy szałasy czy domki na drzewie, a Krzysiek finalnie trafił do harcerskiej drużyny survivalowej. (jak nas kiedyś spotkacie to zapytajcie o historię zabawy w leśnych Indian ;))

Moje serce zawsze rwało się w dzicz.

I teraz, gdy na co dzień spędzam wiele godzin przy komputerze – co jakiś czas czuję, że potrzebuję się zatrzymać. W takich chwilach planuję wyprawę sam ze sobą jak najdalej od ludzi.

Zazwyczaj wybieram za cel któreś góry i koniecznie musi to być zimą. Zimą na szlakach jest dużo mniej wycieczkowiczów w japonkach, a zostaje raczej garstka turystów. Ostatnia moja wyprawa była dwa lata temu i byłem wtedy świadkiem cudu na Diablaku.

Moja męska wyprawa

Myśl, żeby się wyrwać, chodziła za mną już od kilku tygodni. I gdy tylko nadarzyła się okazja (miałem kilka dni bez obowiązków domowych, ani w pracy), to:

  1. spontanicznie poprosiłem o urlop we wtorek po południu,
  2. we wtorek wieczór już siedziałem zastanawiając się gdzie pojadę,
  3. we środę rano załatwiałem zdalnie ostatnie sprawy służbowe
  4. w środę o 14:00 ruszyłem w stronę gór 🙂

Czyli – w 24h byłem w stanie wszystko obmyślić, podjąć potrzebne decyzje, przygotować się i wyruszyć. I nie powiem – byłem przerażony szybkością swojego działania.

Bo chciałem mieć wszystko pod kontrolą.

Pamiętałem jednak słowa Krzyśka, który robiąc kurs przewodnika beskidzkiego nauczył się, że nawet jak się czegoś zapomni w góry, to zawsze można sobie poradzić. Zadzwoniłem też do niego i opowiedziałem mu trasę, którą chcę zrobić, żeby ocenił ją fachowym okiem. Czy warunki będą OK na tym szlaku, czy ja dam radę fizycznie, co może mnie zaskoczyć – on góry zna jak własną kieszeń 🙂

Kiedy obudziłem się rano w dzień wyjazdu to stoczyłem ze sobą pierwszą walkę. Ciało mówiło – po co Ci tam jechać, tam będzie zimno, to 6h samej drogi, bez sensu. Ale serce chciało i potrzebowało – co za paradoks!

Przygotowałem się:

  • kupiłem 0,5kg kabanosów,
  • wziąłem świeżomieloną kawę + dripper + filtry,
  • do słuchania włączyłem sobie Biblię Audio (nagle stary testament nie jest taki straszny, a nawet nie mogłem się doczekać kolejnego rozdziału!),
  • wyłączyłem internet w telefonie i dzwonki,

Wsiadłem w auto i ruszyłem w stronę Zakopanego. Rzuciłem wszystko i pojechałem w Tatry.

Kasprowy wierch zimą

Jechałem na kilka dni i mogłem wybrać dwie opcje:

  1. spakować wszystkie rzeczy do plecaka i zrobić pętlę przez Tatry nocując w kolejnych schroniskach,
  2. zatrzymać się gdzieś w Zakopanem i wychodzić tylko z prowiantem na jednodniowe trasy,

Padło na opcję drugą, więc przyjechałem na wieczór, przespałem się i rano byłem gotowy na szlak.

Miałem w głowie dwie trasy:

  1. Zakopane – Kasprowy Wierch – Czarny Staw Gąsienicowy – Zakopane
  2. Wierch Poroniec – Rusinowa Polana – Czarny Staw Gąsienicowy – Kuźnice

Obie z nich Krzysiek ocenił jako robialne zimą nawet dla najzagorzalszych pracowników biurowych 🙂 Nie prowadzą stromą granią (nie ma ryzyka ześlizgnięcia się), nie prowadzą blisko przepaści (zimą jest ryzyko zejścia ze szlaku na nawis śnieżny i spadnięcia razem ze śniegiem). Uwaga, czasy i odległości nie uwzględniają dotarcia do punktu początkowego (pieszo lub busem).

Udało mi się zrobić tylko pierwszą z nich. Warunki były całkiem dobre. Szczególnie dużo śniegu było na trasie na Kasprowy, ale szedłem po śladach dwóch osób, które zdobywały tego dnia szczyt przede mną. Czyli szlak był „prawie” przetarty 😉 Gdzieniegdzie tylko wpadałem po udo w śnieg.

Szlak zielony z Kuźnic na Kasprowy Wierch

Kasprowy Wierch zimą nie jest trudnym szczytem. Wokół szlaku jest bardzo szeroko, nie ma skał. Jest to po prostu mozolna i długa wspinaczka, a pod szczytem jest szczególnie ostre podejście.

Mróz nie był taki straszny, bo były to już cieplejsze dni marca. Na sam szczyt doszedłem w jednej bluzie i raczej cienkiej kurtce. Dwa lata wcześniej na Diablaku w lutym pamiętałem odczuwalne -15 stopni.

To co było dosyć uciążliwe to mgła jak mleko. Widoczność miałem może na kilka metrów, w lepszych momentach do 20m. Do tego słońce świeciło tak mocno, że patrzenie w mgłę raziło wzrok 🙂

Przez mgłę zgubiłem szlak pod szczytem i to pomimo tego, że szedłem po śladach ludzi, którzy byli przede mną może 10 minut wcześniej. Wiatr pod szczytem jednak zasypywał te ślady, więc bardzo szybko się zacierały. Wiedziałem, że po lewej stronie mam przepaść, a po prawej wyciąg krzesełkowy. Szedłem więc pod górę i bardziej w prawo niż w lewo aż odnalazłem szlak.

Serce zaczęło mi mocno walić powyżej 1600m. Niektórzy mówią, że z powodu braku tlenu. Ja jednak sądzę, że odzwyczaiło się od powietrza bez smogu.

Co wziąć ze sobą?

Pomocny sprzęt jaki miałem ze sobą to:

  • kijki trekkingowe – bardzo ułatwiają podejście i trzymanie równowagi przy podmuchach wiatru, z kijkami nie trzeba się wspinać na czworaka 🙂
  • stuptutyochraniają buty i spodnie przed błotem i śniegiem,
  • raki – bardzo pomagają na zmarzniętych odcinkach, a na zamarzniętej stromiźnie wręcz konieczne żeby się nie ześlizgnąć w dół; raki wypożyczyłem jeszcze w Zakopanem – 25zł/dzień, wypożyczalnia była czynna od 8:00
  • lawinowe ABC (= detektor, sonda i łopata) jest bardzo wskazane, również do wypożyczenia; ryzyko lawiny wydaje się odległe, ale sam w moim otoczeniu mam chłopaka na którego zeszła lawina, gdy szedł tatrzańską doliną(!) i ktoś go musiał odkopywać – spędził w szpitalu kilka miesięcy;

Nie byłem w Tatrach 20 lat

Kiedy wybieram góry na moje wyprawy to najczęściej pada na Bieszczady i Karkonosze. Czasem próbuję czegoś nowego i tak trafiam w Beskid Żywiecki czy Gorce. Jakoś przez tyle lat omijałem szerokim łukiem Tatry. Ostatni raz byłem w Zakopanem gdy miałem 8-10 lat, czyli 20 lat temu.

Z tamtej wyprawy mam takie wspomnienie wszystkich wypraw i spacerów, że zawsze szło się w ogromnym tłumie ludzi. I to nie naszej wycieczkowej grupy, a po prostu ogromnym tłumie turystów. Przez lata nasłuchałem się i napatrzyłem ile osób trafia do Zakopanego i raczej je omijałem.

Bo w górach szukam ciszy i refleksji.

Zakopane to ciągły odpust

Gdy wyszedłem na spacer po Zakopanem odniosłem wrażenie, że jestem na jakimś wielkim jarmarku z chińszczyzną. Ciągły odpust. Plastikowy kicz sprzedawany z przydrożnych budek z płyty pilśniowej.

Nie pamiętałem już jak wyglądają Krupówki, ale spodziewałem się czegoś mniej komercyjnego. Tak jakby całe miasto było galerią handlową. Sphinx i Rossmann obok sklepów z pamiątkami.

Mam wrażenie, że takiego stanu rzeczy winni są sami mieszkańcy, którzy za złotówki sprzedają swoją piękną kulturę. Nawet na szczycie Kasprowego Wierchu stoi „najwyżej położona galeria handlowa” do której można dojechać wyciągiem z Zakopanego za 48zł 😉

Zakopane jest poza sezonem całkiem przyjemne bez tłumów ludzi

No i wszędzie musi być alkohol. Pomijam shotbary i degustacje śliwowic, bo to ma jakiś swój urok. Zmierziło mnie jednak to, że popołudniową kawę piłem w kawiarnio-cukierni, w której również można zamówić dowolny alkohol. Kawiarnio-cukiernio-bar.

Byłem poza sezonem – było raczej pusto,w sezonie chyba nie wytrzymałbym długo.

Jeśli tak jak ja – szukasz ciszy i refleksji – to zapytaj Krzyśka. Poleci Ci równie piękne polskie góry, które nie są gęsto zaludnione 🙂

Gdzie nocować w Tatrach?

Zgodnie z tym co opisałem powyżej – schroniska w Tatrach różnią się od tych z innych części gór. Jestem przyzwyczajony do wędrowania z całym dobytkiem na plecach, gdzie po całym dniu trafiam do schroniska. Nie tak luksusowego, niekoniecznie z osobnym pokojem, nie zawsze z łazienką blisko. Ale zawsze można się ogrzać przy kominku, posiedzieć z kubkiem czegoś ciepłego w ręku i chłonąć klimat rozmów i spontanicznych koncertów.

W takich schroniskach nie ma za dużo miejsca, ale przenocują każdego wędrowca choćby i na karimacie na glebie. Pamiętam do dzisiaj noc w Chatce Puchatka na Połoninie Wetlińskiej – nie było tam podłogi, a raczej ubita gleba. Na to właściciele dali nam ze strychu materace i mogliśmy wypocząć po całym dniu. Wiało całą noc, było zimno, a za kran służył strumień 100 metrów niżej, ale to właśnie te chwile zapamiętuję najlepiej 🙂

I w porównaniu do tego schroniska w Tatrach często dopasowują się do bardziej wymagających osób i np. Murowaniec nie oferuje miejsc na glebie i klimat jest raczej hotelowy. Idą za tym też dużo wyższe ceny.

Widok na Orlą Perć z okolic schroniska Murowaniec

Dlatego tym razem wybrałem inną opcję i trafiłem na 3 dni do klasztoru (!) Bernardynów.

Ogólnie polecam noclegi w klasztorach (są pewnie w każdym mieście), bo zazwyczaj kosztują grosze, a warunki są naprawdę przyzwoite. W Zakopanem za 55zł/noc dostałem własny pokój z łazienką, mogłem do tego dokupić wyżywienie, ale przede wszystkim – pierwszej nocy byłem całkiem sam. Potem pojawiły się dodatkowe osoby, ale – jak to do klasztoru – nie trafiają raczej ludzie hałaśliwi, więc przez cały pobyt miałem ciszę i spokój, której tak szukałem 🙂

Uprzedzam też pytania – nocleg w klasztorze nie wiąże się z obowiązkowymi modłami, nie jest kierowany tylko do katolików, a zakonników się właściwie nie spotyka bo mieszkają w innej części 🙂 Jednak kto chce, bardzo łatwo trafi do całodobowej kaplicy wewnątrz budynku.

Miałem czas na modlitwę, kontemplację, ale też takie całkiem prozaiczne analizowanie swojego życia i czytanie książek (w życiu codziennym poświęcam na to mało czasu).

Znalazłem w klasztornej biblioteczce książkę „Narkotyk gór” wydaną bodaj w latach 50-tych. Kilkanaście nowel o Tatrach z tamtych lat – prawdziwa perełka! Mocno odzwierciedla życie autora, więc jest tam sporo seksu, zdrady i górskich wypraw. Przeczytałem ją jednym ciągiem.

To co mnie zaskoczyło – kiedy dzwoniłem rezerwować pokój, to Pani już przez telefon ostrzegała mnie, że w pokoju nie ma telewizora, mimo że nie pytałem.

Serio? Ludzie jadą w góry i pytają o telewizor w pokoju?

Ile kosztuje taka samotna wyprawa?

Wiesz, że tego potrzebujesz.

Do wykonywania swojej życiowej roli musisz się dobrze przygotować, a to nie ma ceny.

Podam poniżej ile kosztowała mnie ta trzydniowa wyprawa, ale jeśli musisz liczyć każdy grosz, to jest wiele sposobów, żeby uciąć trochę kosztów (noclegi w wieloosobowych pokojach, jazda autostopem – to jeszcze podnosi poprzeczkę przygodzie :D). Nie traktuj finansów jako wymówki przed samym sobą.

  • nocleg 55zł/noc = 165zł
  • wypożyczenie raków = 20zł
  • wstęp do TPN = 5zł
  • wyżywienie przywiozłem ze sobą, na miejscu kupowałem tylko ciepłe posiłki i kawy 🙂 = 50zł
  • do tego jest podróż, ja jechałem sam autem, bo to też był mój czas ze sobą, ale pociąg czy bus może wyjść dużo taniej = 250zł

Finalnie wydałem około 500zł na trzydniową podróż, która niesamowicie dużo ułożyła mi w głowie.

Czy warto jechać zimą w Tatry?

Naprawdę warto. Kropka.

Wchodząc na szczyt, kiedy nic nie widzisz przez mgłę, zaczynasz odczuwać mróz, marzną Ci kończyny, wszystko się przewartościowuje.

Przestaje się liczyć praca, kredyt i inne troski. Liczy się tylko każdy kolejny krok. I głowa odpoczywa. Twoja głowa ma wtedy czas wrócić do rzeczy, których nigdy nie pozwoliłeś jej przemyśleć.

Widok z Czarnego Stawu Gąsienicowego

Jeden dzień z tej podróży prawie w 100% poświęciłem na siedzenie w fotelu. Wyjąłem notes i analizowałem swoje życie. Dużo notowałem i myślałem – stąd ten artykuł 🙂

Jeśli Cię zainteresował temat układania sobie w głowie podczas samotnych wypraw to koniecznie przeczytaj relację z mojej wyprawy na Diablaka oraz sprawdź dlaczego właściwie jest dobrze wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady. A jeśli zastanawiasz się właściwie nad celem swojego życia to artykuł 7 pytań o cel życia może Ci dać trochę inspiracji.

Dziękuję, że to czytasz 🙂

PS: na wiosnę szykujemy pierwszy wyjazd w góry z czytelnikami – podaj swojego maila, żeby dostać więcej informacji!

  • Odpocznij z nami! W każdy sobotni poranek będzie czekał na Ciebie inspirujący artykuł i dobra muzyka do kawy.
  • Dowiedz się więcej tutaj