Ostatnio aktualizowany 12 kwietnia 2019 Świadome życie

Czy z więzienia ktokolwiek wychodzi lepszy?

Wystarczyły dwie sekundy nieuwagi. Śmiertelnie potrącił rowerzystę i trafił do więzienia, gdy jego żona była w ósmym miesiącu ciąży.

Najpierw obejrzyj film o tej historii nagrany razem z PZU i TVP.

Spotkałem się z Damianem, żeby porozmawiać, jak takie wydarzenia mogą wpłynąć na mężczyznę, męża i ojca.

I o ile na początku rozmawialiśmy o szczegółach (przebieg wypadku, rozprawa w sądzie), to doszliśmy wspólnie do wniosku, że nie warto się skupiać na genezie historii (bo to już jest przeszłość – 2012 rok).

W naszej rozmowie poniżej możesz przeczytać, jak ten wieloletni splot wydarzeń (konsekwencje ciągną się do dzisiaj) doprowadził go do przemiany życia.

Zapraszamy!


Więzienie przyniosło ulgę

Prawomocny wyrok miałem już zasądzony, był początek 2016 roku, prawie 4 lata po wypadku. Pewnego dnia dotarło do mnie, że te wszystkie wydarzenia mają głębszy sens, niż mi się wydawało.

Nawróciłem się. Ksiądz, u którego spowiadałem się po 15 latach życia poza Kościołem, polecił mi odprawić mszę gregoriańską w intencji zmarłego rowerzysty. Chodziłem przez miesiąc codziennie do kościoła. Za dwudziestym-którymś razem, czekając na rozpoczęcie porannej mszy, pomyślałem: „Panie Boże Ty wiesz, że ja nie chcę iść do tego więzienia, ale jeżeli taka jest Twoja wola, taką mi drogę przygotowałeś, to pójdę”.

I powiem Ci, że jak sobie to powiedziałem na głos, w sensie na głos, ale w duszy, to coś się zmieniło we mnie, w życiu… Nagle wszystko się zaczęło układać, bo do tej pory to było takie pasmo po prostu…

Szarpaniny?

Szarpaniny. Cokolwiek nie próbowałem robić, wiesz, w mojej sprawie sądowej, w moim biznesie, wszystko było przeciwko mnie.

Miałem wtedy już drugi „bilet” do więzienia, z którego się nie wywiązałem. W sensie ukrywałem się, bo cały czas jeszcze walczyłem w sądach o wolność. Myślałem, że się uda wywinąć. 

Ukrywałeś się?

Tak. Trzy miesiące. Mieszkałem gdzieś indziej, miałem inny numer telefonu.

Wiesz, to było życie w strachu, idziesz ulicą, słyszysz dźwięk policyjnego koguta i sobie myślisz: jadą po mnie. 

Sumienie, co?

Tak. Natomiast wtedy, jak pogodziłem się z faktem, że muszę iść do więzienia, życie zupełnie inaczej zaczęło się układać.

W końcu stawiłem się w historycznym więzieniu na Rakowieckiej. Pamiętam, jak stoję w oknie pierwszego wieczoru, już w celi, i słyszę, jak za oknem jadą policjanci na sygnałach i sobie myślę: nie po mnie. Taka ulga, niesamowita, wiesz? 

Ulga w więzieniu. 

Naprawdę. Niesamowita ulga.

Wziąłeś odpowiedzialność, przyznałeś się, stanąłeś w prawdzie sam przed sobą i przyszedłeś.

Tak.

Więzienie pozwoliło dojrzeć

Te zmiany, które się we mnie zadziały… Ja bym ich pewnie nigdy nie doświadczył, jakbym był na wolności. A nawet jeśli już, to na pewno byłby to dużo dłuższy proces.

Mówisz o poukładaniu sobie wszystkiego?

Tak, o zrozumieniu, o prawdziwym nawróceniu.

Ale nawróciłeś się przed więzieniem. 

Tak, ale zmiany zaszły w wyniku tego, że musiałem iść do więzienia.

Miałem w tamtym czasie mnóstwo spotkań z różnymi ludźmi. I na jednym z nich się właśnie nawróciłem. A to w ogóle nie było ani spotkanie w sprawie pomocy przy sprawie sądowej, ani ewangelizacyjne, zwykła rozmowa przy herbacie.

Takie spotkania są najlepsze. W ogóle ani przez myśl mi nie przyszło, że…

Że idziesz się nawrócić.

Że to w ogóle możliwe. To co dzisiaj się dzieje w mojej głowie, to jest połączenie racjonalności z emocjami. Ja dzisiaj wierzę, ale świadomie wierzę. To jest moja świadoma decyzja. To nie jest tak, że mi rodzice powiedzieli: chodź do kościoła, wierz w Boga.

To jest tak, że ja podjąłem tę decyzję, ja zrozumiałem, ja odczułem działanie Boga, zresztą wiele razy.

Bóg pomógł mi przeżyć wiele trudnych chwil mojego życia, kiedy być może bym się rozłożył, wpadł w jakąś głęboką depresję i z niej być może nie wyszedł.

Ale ta wiara w Boga, że to, co się dzieje tutaj, jest tylko chwilowym przeżyciem i że te wszystkie doświadczenia są mi potrzebne, żeby mnie ukształtować.

Oczywiście jest taki problem z patrzeniem retrospektywnym, że wybierasz sobie tylko konkretne momenty swojego życia i je układasz w historię, ale wiesz, ja tych historii mam mnóstwo, gdzie widzę jak On działa, jak zdarzenia z mojego życia pomagały mi osiągnąć jakieś kolejne etapy mojego rozwoju.

Z drugiej strony mam też kilku znajomych, którzy są ateistami, agnostykami, czy po prostu nie wierzą i widzę, jak oni mają trudno w życiu. Jak im się sypie biznes to są bezsilni, tracą bazę. Oczywiście mówię tutaj o ludziach, którzy są właścicielami, i tylko od nich zależy to, co się dzieje z firmą.

A nie boisz się zakwalifikowania do grupy ludzi „jak trwoga to do Boga”?

To zupełnie nie o to chodzi. Na pewno tak nie było w moim przypadku. Jak człowiek jest niewierzący to nie rozumie człowieka wierzącego. Jest kilka gramów, tych dodatkowych gramów, które są niezrozumiałe dla człowieka niewierzącego.

Oczywiście ile ludzi tyle wiar, każdy inaczej to przeżywa i inaczej rozumie. Natomiast ja nie wiem, czy ja jestem w stanie komuś wytłumaczyć swoją wiarę, to jest tak złożony proces. Zresztą wydaje mi się, że wiary nie da się wytłumaczyć. Gdy wierzysz – to rozumiesz.

Historie więzienne

Jak kogoś będą interesować historie więzienne, to…

Wiesz, to jest taki świat nieznany.

Prawda, jest nieznany.

Jest totalnie owiany tajemnicą, nie wiesz co się dzieje w więzieniu. Ja wiem tylko, że nikt z więzienia lepszy nie wychodzi.

A widzisz.

Miałeś pomoc psychologa w więzieniu?

Tak. Trzy albo cztery razy rozmawiałem z takim psychologiem. Generalnie to jest miejsce, gdzie ludzie upadają, więc potrzebny jest psycholog, żeby podtrzymywać ludzi.

W zeszłym roku, dwa lata po wyjściu z zakładu karnego, podjąłem decyzję, żeby iść do psychologa prywatnie. Bo słyszałem od wielu znajomych, że to jest takie bardzo dobre miejsce, w którym psycholog rozkłada Twoje życie na czynniki pierwsze i dużo czasu poświęca na Twoje dzieciństwo. A często jest tak, że to co się dzieje w dzieciństwie ma potem wpływ na Twoje życie.

I na mojej trzeciej wizycie pani psycholog powiedziała do mnie tak: Panie Damianie, panu w ogóle nie jest potrzebny psycholog. Pan to przeżył już swoje w więzieniu. Panu potrzebne jest coś innego, żeby pan usiadł sobie spokojnie i spisał sobie wnioski z tego pobytu w więzieniu. I to jest dla pana nauka. I proszę się do tego stosować w życiu.

W chwili, kiedy przeżywasz takie upokorzenie, ale myślę, że można to spokojnie rozszerzyć na jakiekolwiek upokorzenie życiowe, to życie potem nigdy nie jest takie, jak było wcześniej. I albo rzeczywiście upadasz i staczasz się, wpadasz w depresję, nałogi czy stajesz się złym człowiekiem. Albo właśnie robisz coś odwrotnego, idziesz w górę.

Czyli mówisz, że więzienie było dla Ciebie właśnie takim upokorzeniem?

W moim miejscu, w moim przypadku, tak. Wiesz, żyłem na poziomie, miałem żonę, dziecko w drodze, pracę, samochód, nie najgorzej nam się powodziło. A tu nagle trafiasz do więzienia, gdzie masz słabe jedzenie, tragiczną służbę zdrowia, siedzisz z jakimiś typami spod ciemnej gwiazdy. Jako przedsiębiorca, który sam stanowi o swoim życiu – nagle jesteś pod butem klawiszy.

Poszedłem w momencie, w którym moja żona była w ciąży, poród się opóźniał, nie miałem z nią kontaktu. Więc to jest naprawdę moment, w którym było mi bardzo ciężko.

A spisałeś sobie gdzieś te wnioski, o których mówiła pani psycholog?

Gdybym je dzisiaj pisał, to pewnie inaczej albo z inną narracją. Przeczytam dziesięć.

Po pierwsze, Bóg jest najważniejszy.

Po drugie, planowanie jest potrzebne do osiągania sukcesów.

Po trzecie, nie należy pozostawiać rzeczy samych sobie, bo przez to się nie osiąga sukcesu.

Po czwarte, networking daje więcej możliwości i wsparcia.

Po piąte, otwartość jest wzajemna. Tutaj w rozumieniu, że jak ja otwieram się przed Tobą swoim życiem, to Ty otwierasz się ze swoim. Ale to ma nawet jeszcze inną konotację: szybciej zawiązujemy relacje między sobą.

Po szóste, rodzina pomaga w trudnych chwilach bezpośrednio oraz pośrednio, przez możliwość wsparcia się na myśli o nich jako o ludziach, dla których warto żyć.

Numer siedem. Czytanie rozwija. Bardzo oczywista rzecz, ale warto sobie zapisywać.

Numer osiem, nauka na własnych błędach. Błędy są dla nas, kształtują nas. Rozszerzając myśl: warto się uczyć na czyichś błędach, ale to co Ty doświadczasz… Ktoś mi kiedyś powiedział: Bóg Ci daje naukę, błędy są dla Ciebie, po to, żebyś je przeżył, je doświadczył i się na nich zmienił. Oczywiście albo się zmienisz, albo się nie zmienisz. Twoja decyzja.

Rzecz numer dziewięć, nie wszystko można osiągnąć, czasami wręcz nie wszystko należy osiągać.

No i dziesiąte, należy być dobrym dla innych.

Te wnioski wydają się oczywiste. 

Wydają się oczywiste, prawda? I to często tak jest, że rzeczy oczywiste są najprostsze i najlepsze.

Każdy z nich pewnie możesz rozwinąć do małej książki, każdy z tych punktów.

A przynajmniej do jakichś rozdziałów. 

8 miesięcy myślenia.

Czytałem wtedy książkę „Człowiek w poszukiwaniu sensu” Viktora Frankla. On był Żydem, mieszkał w Polsce razem z żoną, dziećmi i rodzicami. I na krótko przed wybuchem wojny, kiedy już było wiadomo, że zbliża się nieuniknione, on dostał możliwość wyjazdu do Stanów.

Stwierdził, że nie zostawi rodziny i że pójdzie z nimi do obozu. I tak było, cała rodzina poszła do Auschwitz. Mój pobyt w więzieniu trudno porównywać do jego pobytu w obozie koncentracyjnym.

Natomiast bardzo ciekawa jest myśl, którą Frankl miał w chwili, kiedy mu było najtrudniej. Myślał wtedy tak: to całe zło, które się tu dzieje, jest chwilą, to zaraz minie, to się skończy, wyjdziemy na wolność, odnajdę swoją rodzinę i będę dalej żył.

Niestety jako jedyny przeżył obozy, cała jego rodzina zginęła.

Natomiast ja miałem dokładnie takie same przemyślenia w więzieniu, jakoś na dzień czy dwa przed przeczytaniem Frankla, pomyślałem sobie: to jest chwila, wyjdę, będę miał żonę, będę miał dziecko, w ogóle nowa rzeczywistość mnie czeka.

Warto żyć, warto czekać, warto się nie poddawać.


To było moje pierwsze zetknięcie z taką historią. Do tej pory wydawało mi się, że więzienia raczej niszczą ludzi (bo nie znałem nikogo, kto by tam trafił). A Damian jest niesamowicie pogodną osobą, z autentyczną radością i iskrą w oku.

W życiu każdego z nas dzieje się mnóstwo złych rzeczy. Dla mnie ta historia pokazuje, że nawet z najgorszej sytuacji Bóg potrafi wyprowadzić dobro.

I z tym chcę Cię zostawić 😇

PS: a jeśli masz ochotę poznać inną historię nawrócenia, to może mój wywiad z Mariką Cię zainteresuje?

PS2: a rozmawialiśmy w Etno Cafe na Marszałkowskiej ☕️

Podoba Ci się ten artykuł? Podziel się!

Paweł Tomkiel

Człowiek o milionie pomysłów, Boży wojownik, mąż, brat, przyjaciel. Jest umysłem ścisłym, dlatego też uwielbia pisać w formie poradników i wypunktowań. Wolne chwile poświęca na rozmowy z ludźmi, muzykę i sporty wodne.

Dołącz do dyskusji

Avatar Łukasz

Bardzo ciekawy wywiad. Na pewno trudny. Szkoda tylko, że Damian nie opowiedział więcej o samym więzieniu i o tym jak był tam traktowany.

Paweł Tomkiel
12 kwietnia 2019
Avatar Paweł Tomkiel

Opowiedział, ale zrezygnowaliśmy z publikacji tych wszystkich szczegółów 🦖

Avatar Iwona Motyw Kobiety

Ja więźniów nie skreślam bo nasłuchałam się dziesiątki mega świadectw, które miały w swojej historii właśnie etap więzienia. (np. ś.p. Piotr Stępniak) Tak, więzienie jednak bardziej deprawuje niż naprawia, no ale jak pisze w Biblii:
Kto jest święty niech się nadal uświęca, kto jest brudny, niech nadal się brudzi. – są ludzie , którzy przyjmują swoją wolność, prawdziwą wolność daną przez Jezusa, a są tacy, którzy ją odrzucą.
Poza tym, muszą być „ci ostatni” co „będą pierwszymi” i będą jednych zadziwiać a innym dawać nadzieję.

No a bez Boga…. to tak naprawdę wszyscy tkwimy w więzieniu, dopóki nie przyjmiemy Jego wyzwolenia.

Paweł Tomkiel
15 kwietnia 2019
Avatar Paweł Tomkiel

😇❤️

A Twoim zdaniem?

Adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wybrane dla Ciebie

Facet musi sobie czasem popatrzeć

Kto nigdy nie spojrzał na kobiecy tyłek lub nie zaglądał koleżance w dekolt - niech pierwszy rzuci kamieniem.

Czytaj dalej

Czy cuda się zdarzają? Rozstąpienie nieba na Diablaku

W moim życiu przed każdą ważniejszą decyzją (lub gdy nie wiem co dalej robić) pytam się o zdanie Boga. Bywa jednak czasem tak, że totalnie nie słyszę odpowiedzi. Wtedy wychodzę porozmawiać z nim 1-1. Tym razem też tak zrobiłem, dostałem odpowiedzi i cud w gratisie.

Czytaj dalej

Rzuć to wszystko i jedź w Bieszczady! – czyli jak się wyciszyć i odzyskać kontrolę

Czy masz czasem tak, że czujesz jakby wszystko Ci się wyślizgiwało z rąk? Gonisz za spóźnionymi sprawami, masz problem z ustaleniem priorytetów i finalnie wydaje Ci się, że nie możesz dokończyć niczego ważnego? A może z drugiej strony - wszystko świetnie ogarniasz, ale czujesz się powoli wypalony taką jazdą na wysokich obrotach?

Czytaj dalej

12 pytań do zadania przy świątecznym stole, by rozmowa była wartościowa

Są czasem takie chwile, kiedy spotykamy się z rodziną. Czy to w gronie czterech osób, czy dwudziestu.

Czytaj dalej

Jak masz na imię?

Co sobotę podzielimy się z Tobą refleksją przy sobotniej kawie. No i konkursy organizujemy tylko tam.

Żadnego spamu, masz nasze słowo.

Dziękujemy, że tu jesteś!

Paweł i Krzysiek