Bruchko – człowiek, który odnalazł sens swojego życia

Przy moim ostatnim spotkaniu z bratem, przypomniałem sobie, że „jesteś tym co jesz”. Od jakiegoś czasu brakowało mi już dobrego „pokarmu” w postaci książki,

Świetna książka na maksymalnie dwa wieczory” – zareklamował mi Krzysiek. Obrazków ma niewiele, ale to mnie nie zniechęciło 😉 Udało mi się ją przeczytać w około 40h (faktycznie, maksymalnie dwa wieczory). O czym jest, że tak mnie wciągnęła?

Człowiek

O człowieku zwanym Bruce Olson. Jest on luteraninem, który porzucił luteranizm na rzecz doświadczenia żywej relacji z Bogiem. Zabrzmiało to tak, jakby luteranizm był zaprzeczeniem żywej relacji z Bogiem. Cóż – zostawmy to może na inny artykuł. Wracam do tematu 🙂

Macie czasem tak, że czujecie, że Wasze powołanie to być gdzieś indziej? Cóż, on tak miał. Jako 19-letni chłopak chciał i pojechał na misje do Wenezueli.

Motilone

Zostawił za sobą całe życie, rodzina się od niego odwróciła a ośrodek misyjny do którego jechał, go nie przyjął! Za ostatni grosz dostał się do dżungli i po wielu dniach wędrówki, ciężko schorowany odnalazł indian Yuko.

Kilka miesięcy (!) zajęło mu porozumienie się z nimi, nie oni jednak byli celem jego wędrówki. Przyjechał głosić ewangelię indianom, do których nikt wcześniej się nie zbliżył. W roku 1963 nic o nich nie było wiadomo, a dotychczasowe kontakty polegały na posyłaniu sobie wzajemnie kul i strzał.

Gdy usłyszeli o Jezusie, nie pytali jak wyglądał i gdzie żył. Dla nich oczywiste było, że Jezus miał ciemną skórę, przepaskę na biodrach i chodził z łukiem po dżungli.

Bruce dotarł do Motilone i, o dziwo, nie zabili go przy pierwszym kontakcie (choć strzałę w zadek dostał). Co więcej, ciemnoskóre plemię przygarnęło tego blond-amerykanina i pozwolono mu z nimi zamieszkać. Język Motilone był o tyle trudniejszy, że Bruce poświęcił dwa lata na jego naukę zanim mógł opowiedzieć im o Bogu.

Bóg

Motilone nie mają w swoim języku pojęcia „wiara” – najlepszym odpowiednikiem jest zwrot określający przywiązanie swojego hamaka do pnia drzewa. Jeśli wierzysz – to znaczy, że przywiązałeś swój hamak do Boga.

Gdy usłyszeli o Jezusie, nie pytali jak wyglądał i gdzie żył. Dla nich oczywiste było, że Jezus miał ciemną skórę, przepaskę na biodrach i chodził z łukiem po dżungli.

Tutaj pojawia się zasadnicza różnica pomiędzy „klasycznymi” misjami, a misją Olsona. Widział już wcześniej, że misjonarze głoszą indianom Boga, potem odcinają ich od ich tradycji i kultury, ubierają w koszule z guzikami i robią z nich białych. Czy to rzeczywiście chodzi o to, żeby wszyscy byli tacy sami?

Bruce głosił Boga w ich życiu i ich tradycjach, wplatał go w ich legendy, a lokalnej znachorce nie zabronił śpiewać nad chorymi, a jedynie dołożył do tego antybiotyk. Motilone zostali sobą, Chrystus przemieniał jedynie ich podejście do drugiego człowieka.

Niewierność

Osobiście najbardziej uderzył mnie fakt tłumaczenia Biblii na język Motilone. Mam w głowie zakodowane, że każde tłumaczenie Biblii musi być jak najwierniejsze. Tymczasem Bruce wraz z indianinem Bobarishorą fragment po fragmencie tłumaczył Pismo dopasowując je do ich realiów.

Motilone centrum emocji umieszczają w żołądku. Jeśli chcą powiedzieć, że jest im smutno, mówią: „jesteśmy głodni z tego powodu”. Z tego też powodu to, że ktoś oczekuje Chrystusa zostało określone słowem oznaczającym posiadanie tapira w czasie przyszłym (jako najlepszego dania). Sam Jezus przyszedł na ziemię analogicznie jak człowiek z ich legendy, który chcąc pomóc mrówkom sam stał się mrówką.

bruchko-motilone-bracia-przy-kawie

Największym „przekrętem” było jednak przerobienie fragmentu o budowaniu domu na skale. Po przetłumaczeniu tego fragmentu, Bruce usłyszał, że „to nie jest dobre – dom musi być zbudowany na piasku bo inaczej pal podtrzymujący nie będzie wbity wystarczająco głęboko„. W taki oto sposób słowa Jezusa zostały przekręcone o 180 stopni i zmienione na budowanie na piasku.

Moim pierwszym odruchem było oburzenie (jak mawia prezbiter Prozorowski – tylko głupcy się oburzają), bo ktoś przestawiał rzeczy już ułożone w mojej głowie. Jakby się jednak nad tym zastanowić, to czy Bóg nie chciałby dotrzeć z ewangelią do Motilone właśnie w taki sposób?

Czy warto przeczytać?

Książka faktycznie jest świetna. Wszystko co pisze Bruce ma w sobie taki realizm tamtych przeżyć, który nie pozwala się od niej oderwać. Właściwie to, co ten gość zrobił dla Ewangelii zakrawa na szaleństwo, ale czy to nie tacy ludzie robią różnicę w świecie?

Nie wiem jak zakończyć tą recenzję (pierwszą na tym blogu) – może jakoś tak jednym słowem?

Przeczytaj 🙂

  • Dariusz Sawicki

    Drodzy Bracia przy kawie, a kiedy przejedziecie do Australii?

    • Ja to jechałbym choćby i dzisiaj, ale odległość powoduje, że to większa wyprawa 😀