What Does The Fox Say? – Czyli o „Z Archiwum X”

Niby zwykły serial, wydawało by się, że z Bogiem nie ma nic wspólnego, ale gdyby tak na to spojrzeć z innej strony…

Jak to się zaczęło

Odkąd pamiętam zawsze lubiłem oglądać filmy. Wszystko się zaczęło od tego, że tata miał wypożyczalnię kaset. Tak, kiedyś jak ktoś chciał obejrzeć jakiś film to musiał go sobie wypożyczyć albo kupić. Potem weszły płyty DVD i hasło reklamowe „Ty też możesz oglądać film na swoim komputerze” i się zaczęło piracenie. Z czasem internet stał się jeszcze bardziej dostępny i każdy miał na swoim komputerze praktycznie wszystko co chciał. Tuż przed rokiem 2000 wszystkie wypożyczalnie zaczęły upadać, choć niektóre, nie wiem czemu, do dzisiaj przetrwały.

W ten sposób zaczęła się moja przygoda z filmem. Z reguły traktowałem film jako rozrywkę i chwilę relaksu. Teraz jak coś oglądam staram się spojrzeć na film z innej perspektywy, coś z niego wyciągnąć. Porównuję go do moich doświadczeń i w ten sposób czegoś się od niego uczę, może niekoniecznie tego co reżyser miał na myśli.

Z Archiwum X

Pamiętam jak byliśmy młodsi z bratem, to musieliśmy obejrzeć każdy odcinek „Z Archiwum X”. Jakiś czas temu powróciłem wspomnieniami do tamtego okresu i obejrzałem kilka pierwszych odcinków tego serialu.

Główny bohater Fox Mulder wyróżniał się swoją umiejętnością tworzenia profili psychologicznych. Dzięki niemu złapano wielu przestępców. Był znany, jednak mimo swoich zdolności nie wspiął się wysoko. Dlaczego? Dlatego że wierzył. Wierzył w istnienie życia pozaziemskiego i w praktycznie wszystkie zjawiska nadprzyrodzone. Za to wszystko został „zesłany” do piwnicy i tam mieściło się jego biurko. Koledzy z FBI nazwali go „Nawiedzonym”. Czy to jednak zniechęciło go do pracy i do dociekania prawdy? Nie, dalej szukał dowodów na potwierdzenie swojej teorii. Narażał karierę, a nawet życie by zdobyć choć jeden dowód. Wytrwale dążył do swojego celu.

Co wspólnego ma Fox ze mną?

Momentami czuję się jak Fox. Moja wiara w Boga jest uznawana za irracjonalną. Wierzę, w działanie Ducha Świętego, w małe cuda życia codziennego, w życie wieczne, wierzę w obecność Boga w moim życiu.

Z powodu mojej wiary zdarza się, że ktoś ze mnie zadrwi, ktoś nie będzie brał mnie na poważnie, ktoś będzie unikał rozmowy ze mną by „nawiedzony Krzysiek” nie zaczął mówić swoich teorii.

O czym przypomniał mi serial „Z Archiwum X”?

O tym by nie zważać na to co inni o Tobie i o Twojej wierze sądzą. By nie ulegać trendowi większości. Przypomniał mi też o pewnym poświęceniu, które zawsze idzie w parze z wiarą w Boga. Otwarte przyznanie się do swojej wiary wiąże się z wystawieniem na „ostrzał”. Nigdy nie wiadomo jak druga osoba zareaguje, czy nas wyśmieje, czy może wprost przeciwnie. Strach przed tym otwarciem się powoduje, że często nie przyznajemy się do swojej wiary.

Zdarza mi się, że znam kogoś już dość długo, ale nikt z nas nie ujawniał swojej wiary i w momencie kiedy przez przypadek ten temat wychodzi na jaw i okazuje się, że stary znajomy, którego znam już dość długo też wierzy w Boga (nie wiem jak wy, ale ja się cieszę z każdego napotkanego ucznia Chrystusa, nawet jeśli jest to sprzedawczyni w sklepie, której nie znam a która przyznała się, że ma taki sam breloczek co ja: „Nie wstydzę się Jezusa” ). W takich momentach pojawia się pytanie w głowie „Czemu wcześniej o tym nie rozmawialiśmy?”.

Z drugiej strony mam wrażenie, że łatwiej jest się ludziom przyznać do wiary właśnie w życie pozaziemskie i np. w bioenergoterapię niż do wiary w Boga. Z czego to wynika? Tym pytaniem zakończę tu mój pierwszy wpis.

Przede wszystkim podróżnik i pielgrzym, z wykształcenia lekarz weterynarii. Człowiek o ogromnym sercu i jeszcze większej dozie delikatności. W czasie wolnym profesjonalnie pakuje swój plecak i wyjeżdża ze swoją ukochaną.