Przestań chodzić do kościoła – 5 powodów

Wierzący-niepraktykujący w obecnym rozumieniu nie może istnieć. Jest to raczej wyraz buntu człowieka, który nie-do-końca wie o co w tym wszystkim chodzi. Uwaga. To co teraz przeczytasz może Cię zszokować. Może też Cię zaboleć. Zanim jednak ocenisz spróbuj doczytać do końca.

Miałem jeden ulubiony kościół na Okęciu, gdzie wszystkie osoby, które przychodziły, modliły się gorąco i widać było w nich tą bożą miłość. Wspólnota-marzenie. Tyle tylko, że w tygodniu na mszy czasem było 7-8 osób.

Czasem jednak kościoły są pełne, ludzie znają wszystkie modlitwy, a wyraz ich twarzy sprawia, że trochę boję się ich zaczepiać na przekazanie znaku pokoju.

Ten artykuł przede wszystkim opisuje podwórko kościoła katolickiego, czyli te które znam najlepiej. Myślę jednak, że inne kościoły, synagogi czy meczety mogą borykać się dokładnie z tym samym problemem.

Coraz mniej ludzi chodzi do kościoła

Mieszkam w Warszawie i kocham to miasto. Jest tu masa ludzi, którzy tak jak ja przyjechali tu ze swoich rodzinnych stron z różnych powodów (wystarczy się przyjrzeć tablicom rejestracyjnym na parkingach). Są więc ludzie z całej Polski, ale również dużo osób z innych narodowości (po wydarzeniach na Krymie coraz więcej z Ukrainy). Mamy więc pełen pakiet mixu kulturowego.

Nie cała Warszawa biegnie, ale Ci którzy dadzą się złapać w ten pęd wierzą, że muszą ciągle walczyć o pieniądze, zatrudnienie i miejsce w drabince korporacji. Gdy tak postawisz sprawę, to faktycznie w niedzielę nie ma zbytnio czasu na pójście do kościoła. Ale właściwie po co w ogóle chodzić?

Odsetek katolików uczęszczających na Eucharystię

Ci z nas, którzy wychowywali się w katolickich rodzinach, zostali ochrzczeni „za młodu” i nauczeni, że do kościoła „trzeba chodzić” trafiają do takiej Warszawy, gdzie nie ma już nikogo, kto by ich rozliczał. Tak jak babcia, która zawsze pytała czy byłeś na mszy.

Nie bez przyczyny mówi się, że bierzmowanie jest sakramentem pożegnania z kościołem. To ostatnia rzecz do której młody człowiek w okresie buntu jest przymuszany (za moich czasów do bierzmowania szła cała szkoła, nawet Ci w dresach). Potem przychodzi wiek 18 lat, jestem pełnoletni, nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, wyjeżdżam na studia i nara.

I w sumie jest to całkiem w porządku – nie ma po co chodzić do kościoła, jeśli nie wierzysz w Boga.

Księża to mafia

Jest też gros ludzi, którzy nie chodzą do kościoła, bo księża to hipokryci, złodzieje i … wiele wiele innych określeń się słyszy. Nawet przez zakładkę „Kontakt” piszą do nas ludzie, którzy udowadniają nam, że religia jest po to, by rządzić ludźmi.

Piszę o tym, ponieważ jest to bardzo często podawany powód dla którego ludzie uciekają od kościoła.

Wiem, że księża są różni – to tylko ludzie. Moja statystyka mówi mi, że większość ma wiarę i służy Bogu. Na pewno wśród nich znajdą się i Ci, którzy już od wielu lat traktują to jak wygodny zawód, ale z mojego doświadczenia to spotkałem takich tylko kilku (przy czym też to tylko moje domysły, żadnego o to nie zapytałem).

Nikt jednak nie krzyczy na WF-istów, że to pedofile – choć w zawodzie nauczycieli WF-u odsetek pedofilii jest najwyższy.

Już widzisz jak łatwo uogólnić, oskarżyć wszystkich księży i tym się usprawiedliwiać?

Kiedy powinieneś przestać chodzić do kościoła?

Zacząłem z grubej rury, ale wytrzymaj jeszcze! Najpierw kilka powodów dlaczego przestać chodzić do kościoła.

1. Jeśli nie chodzisz do kościoła, to nie idź tam tylko po sakramenty

To jest coś czego naprawdę nie potrafię zrozumieć i może mi to ktoś wytłumaczy. Dlaczego chcesz wziąć ślub kościelny? Dlaczego chcesz ochrzcić dziecko, jeśli z Bogiem nie jesteś za pan brat? Żeby dziecko potem miało łatwiej we wzięciu ślubu? Powiem Ci tak szczerze – jeśli w dniu swojego ślubu będzie wierzyło w Boga, to chrzest, komunię i bierzmowanie naprawdę łatwo będzie załatwić. Trochę trudniej, jeśli nie będzie wierzące, ale wtedy po co miałoby brać ślub?

W moich stronach mawiało się: „nie rób ze swojej gęby cholewy”, święty Paweł mówił żeby Twoja mowa była „tak-tak, nie-nie”, ale chodzi tu o to samo. Miej odwagę podążać za tym w co wierzysz. Jeśli Twoje serce mówi Ci, że kościół nie jest Ci potrzebny to nie idź tam po sakramenty.

Jeśli nie będziesz wychowywać dzieci w wierze katolickiej, to nie mów tego na swoim ślubie. A nawet jeśli po prostu trafiłeś na mszę i wypowiadasz wyuczone „Wierzę w Boga Ojca … zmartwychwstanie … życie wieczne” – to mów to tylko wtedy, kiedy faktycznie jest to prawda i dokładnie w to wierzysz. Spraw, by Twoje słowo miało znaczenie.

2. Nie idź do kościoła, żeby babcia/sąsiadka widziała

Każdy z nas chce być dobrze odbierany, dbamy o swój wizerunek w oczach innych. Często prowadzi to do tego, że zachowujemy się wbrew sobie. Inaczej niż myślimy.

Przestań.

Sam pamiętam jak w okresie buntu nie chodziłem do komunii i babcia mi powiedziała, że było jej przykro. To mi dało mocno do myślenia, ale wniosek nadal się nie zmienia. Jeśli nie wierzysz w Boga – to naprawdę nie ma najmniejszego sensu chodzić tam dla babci.

3. Nie idź do kościoła, żeby się spotkać ze znajomymi

Nie wiem jak Ty, ale ja mając -naście lat trzymałem się blisko naszej parafialnej oazy i pójście na różaniec było okazją do spotkania się z fajnymi dziewczynami. 😉 Potem można je było odprowadzić przez osiedle i być z tego zadowolonym.

Myślę, że w mniejszych miejscowościach pójście na mszę to świetna okazja, żeby spotkać się z masą sąsiadów i znajomych.

I nie widzę nic złego w tym, żeby modlić się ze swoimi znajomymi.

No chyba, że idziesz tylko żeby ich spotkać.

4. Nie idź do kościoła, żeby zaspokoić swoje „potrzeby religijne”

Ludzie czują wewnątrz potrzebę duchowości. „Każdy proton tęskni za istotą absolutu” jak śpiewał Rogucki. I idą do kościoła, gdy poczują taką potrzebę.

„Paweł, ale czy nie po to jest właśnie kościół?”

Kościół jest dokładnie po to! Ale znów – jeśli nie idziesz się tam spotkać z żywym Bogiem i nie ma to wpływu na Twoje życie gdy z kościoła wyjdziesz – to wszystko po nic.

5. Nie chodź do kościoła, żeby pójść do nieba

Jeśli będziesz chodził do kościoła to pójdziesz też do nieba, też tak myślałeś? Ja miałem takie przekonanie przez dobre 20 lat mojego życia. Nie wiem skąd ono się wzięło, bo Pismo o czymś takim w ogóle nie mówi. Owszem – święty Paweł mówi, żeby nie opuszczać „wspólnych zebrań”, ale to są spotkania dla już zbawionych – tych, którzy po prostu oddali stery życia w ręce Jezusa.

Więc jeśli liczysz na niebo i próbujesz zasłużyć listą obecności, to muszę Cię zmartwić – tak to nie działa.

Ale ja chcę chodzić do kościoła!

Po tym przydługim wstępie dlaczego NIE chodzić do kościoła zastanówmy się może o co w tym wszystkim chodzi?

Ten artykuł powstał dla jednego zdania, które usłyszałem od mojego znajomego po 3 miesiącach nieobecności w kościele: „No, wypadałoby w końcu pójść”. Odpowiedziałem, że nie – nie wypadałoby. Jeśli nie wierzysz w Boga, to nie ma to sensu. A jeśli wierzysz, to bardzo szybko się zorientujesz, że warto (a nie „wypada”).

Nie wiem jak Ty, ale ja tak samo bardzo długo chodziłem do kościoła nie do końca łapiąc o co w tym wszystkim chodzi. Ba, nawet byłem długo ministrantem. Skądś się wzięło u mnie przekonanie, że jak będę chodził to zasłużę na niebo i tak się trzymałem. W końcu ministrant na pewno pójdzie do nieba.

Ale to była tylko wyuczona religijność, nie wiara. Religia jest spoko, ale tylko w pakiecie z wiarą. Bez tego zamienia się w zabobon i przykre obowiązki.

I robi nam się takie odwrócenie logiki – „idź do kościoła to poznasz Boga”, zamiast „znam Boga, więc idę do kościoła”. No ja chodząc do kościoła Boga akurat nie poznałem, bo słowa tam wypowiadane zakładały, że już wierzę.

Uwierzyłem dopiero gdy ktoś mi to tak po ludzku wyjaśnił co zrobił Jezus, dlaczego umarł i jaki może mieć wpływ na moje życie. Wtedy modlitwa z innymi nabrała dla mnie sensu.

Poznaj Boga

Przede wszystkim najpierw zapytaj siebie – w co wierzysz? Na czym opierasz swoją wiarę? Jakie masz wątpliwości?

A potem zacznij szukać, dowiadywać się, szperać, pytać i rozmawiać. Najpierw spróbuj poznać Boga, potem będziesz wiedział co robić 🙂

Możesz też zrobić jak mój przyjaciel – miał różne wątpliwości dotyczące wiary, nie wiedział czy Bóg naprawdę istnieje i o co w tym chodzi. Zamiast jednak mówić, że księża to mafia – po prostu poszedł do kościoła. Nie na mszę. Poszedł po prostu do zakrystii i zaprosił pierwszego z brzegu księdza na herbatę do siebie. Rozmawiali 5 godzin i rozwiał sobie wszystkie wątpliwości, poznaje Boga przez Pismo i jest mu mega-oddany.

To się nazywa otwarty umysł!

Osobiście jednak uważam, że jedna z lepszych form przedstawienia chrześcijaństwa to kurs Alpha – kierowany do osób po prostu ciekawych. Bez nacisków. Bez kontroli. Bez opłat. Tu już jednak odsyłam Cię do oficjalnej strony Alpha Polska.

Bogu nie zależy na tym, żebyś klepał modlitwy, robił posty i chodził do kościoła. To też jest ważne, ale Bogu najpierw zależy na Twoim sercu. Kocha Cię i cały świat stworzył dla Ciebie. I umarł za Ciebie. I zrobiłby to nawet gdybyś był jedyną osobą na świecie.

Więc najpierw spróbuj się zapoznać z tym gentlemanem, a potem możesz się zastanowić nad chodzeniem do kościoła.

Nie będę za bardzo rozwijał wątku wierzących-niepraktykujących, ale tak serio – jeśli wierzysz w Boga to spróbuj się dowiedzieć co on na ten temat sądzi. Dużo wyjaśnia w Piśmie. Ale że co? Że Pismo napisali ludzie? To wybacz, że zapytam, ale skąd bierzesz swoje informacje o Bogu?


Ten tekst miał być na tyle zaczepny, żeby zmuszał do zastanowienia się. Przepraszam jeśli Cię uraziłem jakimś uogólnieniem czy wyolbrzymieniem – możesz mi napisać jeśli coś Cię wkurzyło.

A jeśli się ze mną zgadzasz, to będzie mi bardzo miło jeśli udostępnisz to swoim znajomym. Często bezwiednie powielamy schematy, których się nauczyliśmy. Fajnie jeśli trochę więcej osób się przebudzi – szczególnie teraz przed świętami Wielkiej Nocy.

Człowiek o milionie pomysłów, boży wojownik, mąż, brat, przyjaciel. Jest umysłem ścisłym, dlatego też uwielbia pisać w formie poradników i wypunktowań. Wolne chwile poświęca na rozmowy z ludźmi, muzykę i sporty wodne.
  • Ta tradycja chodzenia do kościoła nie dotyczy tylko katolików – pocieszę Cię 🙂 Służbiści są wszędzie, a mnie zawsze zdumiewało jedno: że też im się chce!! Jak silne musi być przywiązanie do opinii sąsiadki/babci/ciotki, że człowiek tydzień w tydzień ma ochotę poświęcać 45 min. (k.katolicki) lub 2,5h (różne kościoły protestanckie) żeby robić za statystę. Siła woli w tym przypadku jest zdumiewająca 🙂
    Niestety jest to też wynik tego, że człowieka nie zachęca się do samodzielnego poszukiwania Boga – nie rozbudza się w nim pragnienia przebywania z Bogiem- więc nie ma się co dziwić. Jeśli pojawia się pragnienie, człowiek z czasem szuka ludzi, którzy >czują podobniekawa i ciastko< 🙂 i w fajnej, luźnej atmosferze wymienia się opiniami na temat tematu, który właśnie był. To jest cenny czas, więc ja również polecam 🙂

    • Tak, pomijając kwestie wiary na kursie Alpha, to niesamowite jak różnych ludzi można tam spotkać – niesamowicie potrafi to wzbogacić krąg znajomych i wyjść ze swojej zamkniętej bańki komfortu 🙂

  • Nie będę robić z siebie świętej, bo tekst jest naprawdę dobry i dał do myślenia również mi 🙂 Przywodzi na myśl słynne powiedzenie „Chodzenie do kościoła czyni Cię katolikiem w takim stopniu, jak stanie w garażu czyni Cię samochodem” 😉 najbardziej wkurza mnie, jak do kościoła chodzą ludzie, którzy jawnie wyznają w życiu inne wartości, opowiadają o nich i twierdzą, że „Bóg rozumie, kocha ich takimi, jakimi są” – nie no, jasne że kocha, tylko co oni w tym kościele robią?

    • To jest to co napisałem – skąd czerpiesz wtedy swoją wiedzę o Bogu? I można łatwo dojść do wniosku, że właściwie to ze swojej wyobraźni. Sam tak miałem 😉

      • Niekoniecznie 🙂 Bóg jest poza wszelkim Kościołem, a żaden Kościół też nie ma wyłączności na definiowanie Boga – On jest poza absolutnie wszystkim, daje się poznać tym, którzy o Niego nie pytali i znaleźć tym, którzy Go nie szukali (Iz.65,1) 🙂 Człowiek może poznać Boga tylko w swoim sercu – i tam też ma Go szukać (Jer.29,13) Nie musi w tym celu nigdzie chodzić, – oczywiście historia każdego człowieka jest zupełnie inna ; ważne jest to, aby nie utknąć w religii, bo religia nie daje poznania Boga, tylko wyjść poza nią i szukać Go całym swoim sercem- gwarantuję, że każdy kto to robi, będzie miał osobiste doświadczenia i życie pełne mocy.

  • Bardzo dobry wpis:) Tytuł przewrotny, ale przeczytałem go do końca i nie żałuje.

  • Nie do końca zgadzam się z Twoim podejściem.
    To nie tak wg mnie z wierzącym-niepraktykującym. Uważam się za osobę bardzo wierzącą. Ale nie praktykuję w KK. Dlaczego? Dlatego, że już jako osoba dorosła (dziwne, że tak późno) zacząłem sobie zadawać pytania. Dlaczego KK, który niby(!) opiera się na Słowie Bożym czyli Piśmie świętym, czyta tylko jego wyjątki? Dlaczego łamie z premedytacją i zmienił 10 przykazań? Dlaczego wręcz maniakalnie boi się konfrontacji z innymi religiami chrześcijańskimi? Dlaczego o nich nie mówi i nie podaje różnic i historii ich powstania? Dlaczego większość katolików (wg moich ankiet ponad 100 osób ponad 95%) NIGY nie przeczytało Biblii, mimo tego, że każdy ją ma w domu?- a co za tym idzie są jak te bezmyślne barany, powtarzające bezmyślnie formułki i bezmyślnie łamiące Dekalog z czego nawet same nie zdają sobie sprawy. Włączając w to klepanie zdrowasiek i innych modlitw do współczesnych „złotych cielców” których pełno w kościele.
    Jeśli już załapałeś o co mi chodzi to rozumiesz chyba o czym mówię. Kościół to nie budynek. Kościół to wierzący. „Gdzie dwóch lub trzech spotka i modli się w imię moje, tam ja jestem”
    Nie trzeba chodzić do kościoła by się modlić i mieć wiarę. Wręcz przeciwnie. Wierząc i badając Słowo Boże można przestać chcieć chodzić do firmy jaką z wiary zrobił KK.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę refleksji 😉

    • Hej Waldemarze,

      Jak napisałem na początku – piszę z perspektywy KK bo to podwórko znam, ale tak naprawdę o „kościele” piszę tutaj szerzej. I jasne – nie trzeba chodzić do kościoła by się modlić i mieć wiarę, kościołem jednak nazwijmy tu grupę ludzi która się właśnie zbiera po to, żeby się modlić.

      I wierzę, że nie chciałeś nikogo z KK obrazić w swoim komentarzu, a słowa „barany” i „firmy” użyłeś niefortunnie 😀 Zachowajmy szacunek do każdej ze stron a znacznie lepiej będzie się nam rozmawiało 🙂

      trzymaj się!

      • Absolutnie nikogo nie miałem zamiaru obrażać.
        Chciałem tylko baaardzo mocno pokazac jak mało wiemy na temat „swojej” wiary i Koscioła do którego chodzimy/nie chodzimy.
        Sam jestem wychowany w wierze katolickiej i pochodzę z katolickiej rodziny.
        Ale doszedłem właśnie do tego wniosku. Traktowano mnie i zrobiono ze mnie barana i osła.
        Rozumiem jak to było za czasów powszechnego analfabetyzmu. Ale teraz?
        Każdy umie czytać. Każdy katolik ma w domu Biblię.
        Jak więc nazwać kogoś kto nie zadał sobie minimum trudu aby przeczytać bądź co bądź podwalin swojej wiary? 😉
        Rozmawiałem nie raz z księżmi choćby na kolędach. I wiesz co? Jeśli podejmowali dyskusję to żaden nie podał mi argumentów, które zmieniły moje zdanie. A kilku odpowiedziało tylko milczeniem i rumieńcem 😉

        • Poznałem kiedyś bardzo fajny wyjątek od tego co piszesz – prezbiter Prozorowski, proboszcz w małej parafii w wielkopolskim na każdym kazaniu tłumaczy czytania. I wiesz co? Wszyscy jego parafianie nauczyli się i każdy przynosi ze sobą swoje Pismo.

          Nie ukrywajmy – Pismo jest ogromne i skomplikowane, trudno jest się zabrać za nie komukolwiek samemu. Tu potrzeba po prostu pomóc 🙂

    • Legionista

      Znajomy chwalil sie ze przeczytal Pismio Swiete moze nawet kilka razy a patrzac na jego zycie to gardzi wszystkimi ktorych nie lubi lub maja inne zdanie.Do kosciola takze czesto ma pod gorke wiec owszem powinnismy czytac P.Ś ale nie to uczyni cie dobrym czlowiekiem a bynajmniej nie tylko. Uwazam ze nie ma pelnej wiary bez wspolnoty i sakramentow. Kosciol to Bog-Bog to kosciol.

  • Jarek Cieśla

    Słusznie niektóre kwstie poruszyłeś. polecam ci poczytać obie książki księdza olszewskiego. To pomoże ci zmienić zdanie o wierze. Droga do damaszku i jeszcze jedna ale zapomniał, tytułu.

    • Cześć Jarku,

      „Pomoże mi zmienić zdanie o wierze” – to ciekawe? Zaintrygowałeś mnie – sprawdzę koniecznie 🙂

  • Trochę zbyt ogólnie napisałeś o Warszawie i chodzeniu do kościoła w tak dużym mieście.
    Sam pochodzę z mniejszej miejscowości – o wiele od stolicy. W niej zostałem „nauczony”, że do kościoła trzeba chodzić.
    Tak jak ty, również byłem ministrantem – z tym, że ja jeszcze nie zrezygnowałem z tej posługi, ale… do kościoła w Warszawie nadal chodzę. Nie dlatego, że jest to jakieś przyzwyczajenie. Tylko dlatego, że chcę być bliżej Boga. Jeżeli ktoś mi zaraz powie, że w kościele Boga nie znajdziemy to go zatłukę, bo to prawda – z tym, że gówno prawda (na takich ludzi też trafiałem).
    Ja, w odróżnieniu od moich wielu znajomych sam zacząłem poszukiwać wiary – i to w młodym jeszcze wieku (zabrzmiało tak, jakbym był ostro po 40). Właśnie dzięki temu, przeczytałem całe Pismo Święte – dwa razy, wyjechałem na Światowe Dni Młodzieży, które jeszcze bardziej podbudowały mnie duchowo.
    Mimo tego wszystkiego, miałem taki moment w swoim życiu, gdzie totalnie olałem gościa, który zawsze mnie obserwuje i niedzielne msze. Wróciłem. Jak? Dzięki spowiedzi.
    „Wypadałoby pójść, nie?” – głos w głowie podpowiadał, nie słuchałem go przez wiele miesięcy – mimo tego, za każdym razem, kiedy przechodziłem czy przejeżdżałem obok kościoła, czułem w sobie niepokój i złość. Coś mnie ciągnęło, coś zatrzymywało. To tak, jak z tą bajką o dwóch wilkach. Jeden jest biały i reprezentuje dobro, szczęście i zadowolenie. Drugi jest czarny i reprezentuje zło, ból i smutek. Wilki walczą ze sobą. I teraz, który wilk wygra? Ten, którego nakarmimy.
    A o kursie Alpha nie słyszałem, zaraz sobie poczytam, dzięki. 🙂

    • Nie o Warszawie miał być ten artykuł, dlatego raczej krótko.

      Dzięki za Twoją opinię – i tylko proszę nie „zatłukuj” innych 🙂

  • Dobry tekst! Wśród moich znajomych widać to szczególnie przy okazji organizowania ślubu. Nie rozumiem, dlaczego ludzie, którzy mają kościół generalnie w nosie, stają na głowie żeby zebrać pieczątki z kursu, ze spowiedzi itd. Chyba że sakrament jest jednak dla nich ważniejszy niż myślą. Myślę, że każdy powinien po prostu przemyśleć swoje poglądy, nie tylko na Kościół i wiarę, ale i politykę, znajomości, karierę zawodową. A że w większości tego nie robią, no to tak wychodzi 🙁

  • Chodzenie na pokaz ma złe konsekwencje.. Ludzie, którzy naprawdę chcą poznać Boga i żyć w zgodzie z nim, to patrząc na ludzi może się rozczarować..

  • Ann nna

    Jeden z lepszych artykułów jakie czytalam na ten temat! Pamietam swoje gimnazjalno licealne czasy gdy w kazdy piatek razem z kokezankami chodzilysmy na spotkania KSM, chodzilam tam z uśmiechem na twarzy, radością ze bede mogla dowiedziec sie czegos nowego, porozmawiac z inteligentymi ludzi itd. Teraz gdy wracam w rodzinne strony widze ze tej młodzieży prawie w ogole juz nie ma.. Nic na siłę, tylko szkoda ze młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy jak wiele traca 🙁 pamiętam czasy gdy nawet największe klasowe lobuzy stały grzecznie podczas kazdej niedzielnej mszy a wielu z nich wyroslo na porządnych ludzi 🙂

  • Bardzo dobry tekst! Zgadzam się w 100%

  • Beata Gr

    Przestałam chodzić do kościoła ponieważ uważam że kościół oddala nas od Boga. I nie chodzi tu o księży a o np zmiany w Biblii, kult świętych itp.

    Jestem osobą bardzo wierzącą, modlę się codziennie. Czuję że Bóg mi pomaga i czuję jego obecność w moim życiu. Przeraża mnie to jak ludzie modlą się np do świętych, bo jeden pomaga znaleźć zagubione rzeczy, drugi opiekuje się kierowcami itp zobaczą na drzewie wizerunek Matki i lecą modlić się do drzewa. Same kościoły wypełnione są po brzegi obrazkami świętych, Marii itp a Bóg zabronił modlić się do wizerunków. Jeśli wziąć pod uwagę zmianę 2 przykazania to czy kościół jest nadal domem Boga czy może został opanowany przez szatana? Dla przypomnienia 2 przykazanie : Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył.

    Ja się modlę teraz tylko do Boga, robię to w domu, na spacerze. I czuję jak on mi w życiu pomaga.

    • Hej Beato, a mogę Cię zapytać czy należysz do jakiegoś „kościoła” (czyli ludzi) z którym się modlisz?

    • Aga

      Ja mam tak samo😉

    • Wojtek Moskała

      Beato, przecież katolicy nie modlą się do obrazów ani do drzew, ani do rzeźb 😉

    • Ania

      Hej Beata, w kościele zarówno katolickim jak i prawosławnym wierzymy w obcowanie świętych, te sformułowanie wypowiadamy chociażby w modlitwie Wierze w Boga Ojca co znaczy, że możemy się modlić do świętych lub naszych bliskich zmarłych oto by się WSTAWIALI za nami u Boga, by zanosili Bogu nasze prośby i błagania. Niestety w Polsce jest ogromny kult Maryjny i świętych, jest to bardziej związane tak myślę z brakiem wiedzy na ten temat, bo tak się zawsze robiło, stąd ukłon do katechetów i księży by prostowali takie informacje, zresztą wsłuchując się w modlitwy w kościele można usłyszeć prośby „Matko wstawiaj się za nami”, myślę, że ludzi sami to przeinaczyli i tu np. wychodzi bezmyślne klepanie formułek , aniżeli głęboka, świadoma modlitwa. I bardzo Cię zachęcam byś poszła na kurs Alpha, sama w nim uczestniczyłam i naprawdę wiele pytań typu: „a dlaczego w kościele jest tak, a dlaczego księża dają zły przykład, skoro Bóg kocha to skąd cierpienie w świecie, a dlaczego muszę przestrzegać przykazań, które mi się nie podobają itd” i dzięki kursowi znalazłam odpowiedzi na swoje pytania, co więcej, zrozumiałam dlaczego moje życie jest tak poprane i dlaczego jest w nim tyle smutku, złości, nienawiści, po kursie perspektywa zupełnie mi się zmieniła, zaczęłam pracę nad sobą, odnalazłam swoją tożsamość, kobiecość, poczułam się w końcu kochana, a spokój, który od wielu mam w sercu, jest tak cudownym uczuciem, za którym tęskniłam przez 30 lat i ten spokój jet nie zmienny, pustka w sercu została wypełniona, także super, że masz wątpliwości, bo one zmuszają nas do szukania, a jak trafimy w dobre miejsce to oprócz odpowiedzi możemy dostać o wiele więcej niż się spodziewamy i tego Ci też życzę 🙂 Nie zmieni to faktu, że wiele rzeczy w dalszym ciągu mi się nie podoba ale kościół to też my, nie tylko ksiądz i ministranci, stając z boku i mówiąc co mi się podoba niczego się nie zmieni,a tym bardziej odchodząc więc warto szukać prawdy, powodzenia.

  • Marta Gorczowska

    Bardzo mi się podoba ten tekst! 😉 Zawarłeś same trafne spostrzeżenia, dawno nie czytałam tak normalnego tekstu o Kościele 😉 Pozdrawiam!

  • Rzadko mam okazję czytać tego typu teksty. Od jakiegoś czasu nie chodzę do kościoła. To jest moja świadoma decyzja.
    Kiedyś za młodu bylem Ministrantem. Rzetelnym. Chodziłem kilka a nawet kilkanaście razy w tygodniu. Wierzyłem że robię dobrze i służę Bogu.
    Potem że względu na szkole zrezygnowałem.
    Poszukiwaniem dalej. Trafiłem na kurs Alpha. Niesamowite doświadczenie i wspaniali ludzie. Polecam każdemu kto szuka Boga i odpowiedzi na swoje pytania i wątpliwości.

    Obecnie praktykuje wdzięczność, która mi się sprawdza bardzo dobrze.
    Pozdrawiam serdecznie

    • Hej Robert,

      Świetny krok – świadome decyzje 🙂 Pamiętaj jednak, że Bóg z jakichś względów chce żebyśmy się modlili do niego w więcej niż jedną osobę. Nie wiem czy praktykowanie wdzięczności to przewiduje 😉

      trzymaj się i dzięki za Twój komentarz!

  • kasia dobrowolska

    Od dluzszego czasu zastanawiam sie nad slubem…w sensie tefhnicznym. Nie chodze do kosciola i nie umiem przysiegac czegos w co nie wierze (jak to ze wychowam dzieci w wierzr kk wlasnie ) ale bardzo wierze w Boga i potrzebuje takiego slubu przed Bogiem po prostu….mysle ze wiele z tych osob tez moze borykac sie z podobnym problemem….

    • Cześć Kasiu,

      Dzięki za Twój komentarz, wiele dla mnie znaczy. Wiesz, KK nie jest jedynym kościołem chrześcijańskim – dlaczego chciałabyś wziąć ślub akurat w nim?

      trzymaj się!

  • Patrycja Błaszczak

    Pawle, świetny tekst, zgadzam się z Tobą 🙂 Ja też uważam, że bez poznania Jezusa, nie ma to sensu.

  • Damian F.

    Moim zdaniem każdy powód jest dobry żeby pójść do kościoła. Jeśli już jesteś na Eucharystii, to z pewnością nie jest to przypadek. Bóg działa na różne sposoby i ostatnią rzeczą jaką bym chciał jest opustoszenie kościołów z ludzi, którzy przeżywają Eucharystię nie do końca świadomie. Czasem jest tak, że to właśnie najpierw zaspokaja się potrzeby „religijne” a dopiero potem odkrywa się sens wiary. Podobnie jest ze strachem – jeżeli boisz się że nie pójdziesz do nieba, to dobrze że chodzisz do kościoła, bo może właśnie to rozpali w tobie płomień wiary.

  • A skąd czerpiesz wiedzę o Bogu? Z jakichś względów zależy mu, żebyśmy się modlili w więcej niż jedną osobę 🙂

    • Sem Ja

      taaak? skąd wiadomo, że mamy sie modlić w więcej niż jedną osobę? bo apostołowie? oni byli nauczani przez Jezusa po to żeby iść w świat i nauczać innych, co indywidualnie byłoby ciężkie. Miałam w szkole (liceum) świetnego księdza, nawet zabierał nas do Kościoła i pozwalał wszystko w nim poznać namacalnie (prócz tabernakulum i dzwonów), nie twierdził i nie namawiał tak jak tutaj, że koniecznie trzeba się z kimś modlić. Dla mnie modlitwa to moja rozmowa z Bogiem i jest moją intymną sprawą… Jakoś ten ksiądz był to w stanie zrozumieć i prowadzić dyskusje, a nie odpowiadać każdemu to, co Ty Pawle (nie ukrywam, przeczytałam sporo komentarzy i zawsze jak ktoś napisze, że modli się sam, to odpowiadasz tak samo). A Ojciec Pio? On, niby stał przy ołtarzu, a jego modlitwy, niby dla ogółu, a bardzo indywidualne.
      „Syty głodnego nie zrozumie”.

      • Hej,

        Nie zrozum mnie źle – nie widzę nic złego w modleniu się jeden na jeden. Tylko jeśli nigdy z nikim nie skonfrontujemy tego w co wierzymy, to łatwo sobie po prostu Boga wymyślić. Dlatego tak często pytam ludzi czy mają jakąś wspólnotę – już nawet odpuśćmy wspólną modlitwę, ale żeby chociaż z kimś porozmawiać.

        I jak sama zauważyłaś – Jezus wysyłał po dwóch, mówił, że gdzie dwóch albo trzech, a apostołów miał dwunastu – z palca tego nie wyssałem 😀 . Nie użyłem tego w artykule, ale angielski zwrot który pasuje mi tu najbardziej to accountability partners. Samemu jest ciężej w tych trudnych chwilach życia (także się modlić). Dlatego dobrze mieć swoich ludzi – także do modlitwy 😉

        trzymaj się!

        PS: ale oprócz tego Jezus też rozmawiał z ludźmi jeden-na-jeden – więc nie ma tu skrajności 🙂

      • „Gdzie 2 lub 3 zbiera się w moim imieniu, tam ja jestem pośród nich” [Mt 18,20]- czyli jest kościół 🙂 co nie znaczy, że jak jesteś sama, to Jezusa nie ma!! Jest, jest ,w dodatku szczęśliwy, że człowiek chce mieć z Nim relację 🙂
        Ale widzisz, tak to jest na świecie, że człowiek czasem potrzebuje drugiego człowieka; zwłaszcza, gdy jest >początkujący< w kwestii wiary; ma wiele pytań, dużo wątpliwości i często się boi; np. odrzucenia ze strony rodziny, albo już został odrzucony. Wtedy drugi człowiek, który wierzy w to samo przychodzi z pomocą- jak każda grupa wsparcia. W ten sposób nie zostajesz zupełnie sama.
        Podam Ci przykład: prowadzę kościół domowy – nie dlatego, że tego chciałam. Nie było mi to kompletnie do niczego potrzebne. Ale pojawiły się osoby, które tego potrzebowały ; potrzebowały pomodlić się z kimś, porozmawiać, otrzymać wsparcie i duchowego kopa na cały tydzień.
        Rozumiem je doskonale, bo sama byłam taką osobą.

  • Nie ma po co uogólniać. Nie tędy droga. Mam swoje zdanie w tej sprawie.

  • Hej,

    Dzięki za podzielenie się swoją historią. Trochę dużo wątków, ale odniosę się do jednego:

    Powiem Ci, że mój przyjaciel mówi, że kiedy rodzi się w nas złość na konkretne słowa (napomnienia) to może to jest wtedy głos naszego sumienia. U mnie to często tak działa – wkurzam się na jakieś rzeczy, ale kiedy przemyślę je na spokojnie to najczęściej przyczyną jest to, że słyszałem o sobie prawdę i to taką której nie chciałbym o sobie usłyszeć.

    Nie wiem czy to też działa tak u Ciebie , ale ta złość jest mi bardzo potrzebna, bo pomaga coraz lepiej poznawać zakamarki siebie. Może i w Twoim przypadku dobrze będzie po prostu pogadać o tym z Bogiem? Opisałem w tym artykule metodę zrzucania z siebie przemyśleń – http://www.braciaprzykawie.pl/jak-robic-notatki-nie-probuj-zapamietywac/ – weź kartkę papieru i spróbuj zrozumieć co i dlaczego tak Cię denerwuje 🙂

    trzymaj się!

    PS: formalne modlitwy często pomagają się modlić, ale naprawdę nie widzę nic złego w szczerej rozmowie z Bogiem – jakoś żydzi dawali radę zanim Jezus nauczył ich „Ojcze nasz” 😀

  • Sylwia Cz.

    Hej Pawle, bardzo fajny tekst i trafny. Jeśli pozwolisz dodam swoje spostrzeżenie – z racji małych krzyczących dzieci chodzimy z rodziną na niedzielną mszę tzw.”dla rodzin”(zastrzegam, nie u nas nazywa się celowo”dla rodzin” a nie „dla dzieci” ponieważ zakłada pójście rodziną z dziećmi, anie samych dzieci;) ) i mimo tego, ze może dla kogoś są to infantylne tłumaczenia i proste dla dzieci to dzięki temu nie muszę słuchać nieszczęsnych listów których nie da się słuchać. Jak słucham z mężem wiadomości to obecna polityka niesamowicie się wtrynia w kościół i odwrotnie. To mnie jako chrześcijanina – Katolika boli. I gdybym nie poznała Boga wcześniej to nie wiem co byłoby dzisiaj z moim „chodzeniem” do kościoła. Tekst jest świetny, spostrzeżenia trafne i celowe. Pozdrawiam 🙂

  • Maua

    Ja jestem wierząca i praktykująca i nie do końca zgadzam się z treścią. Jeżeli niewyjaśniona siła i chęć pcha Cię do Kościoła to po prostu tam idź 🙂 Nie musisz znać od razu od podszewki Boga do którego idziesz (bo nie idziesz dla Księdza, nie idziesz do zwykłego budynku). W tym miejscu właśnie zaczynasz poznawanie. Trochę jak randka w ciemno (dla poszukujących). Pierwsza Ewangelia, psalm a może czytanie… Może jedno zdanie sprawi, że zechcesz więcej 🙂 Więc jeśli czujesz że coś Cię przyciąga – to idź :))

    • Kostek

      Ale o tym właśnie jest ten tekst… „idź do kościoła to poznasz Boga”, zamiast „znam Boga, więc idę do kościoła”

  • Kasia

    Wszytko jasne i zrozumiale, ale gdzie nawet taki „suchy” katolik ma uslyszec o Bogu kiedy przestanie chodzić nawet raz na 3 miesiące? A może w te niedziele – mze akurat w te co dziesiątą – usłyszy coś, co go ożywi? Mówiąc komuś, że jak nie czuje to niech nie idzie, zabiera mu się możliwość usłyszenia może czegoś ważnego! A dla tego niby katolika będzie super wygodnym wytłumaczeniem – jednak nie idę bo „ten co sie na tym zna” powiedział ze nie muszę.

    • Cześć Kasiu,

      Tu chyba dotykasz drugiego problemu, bardzo szerokiego, że człowiek poza kościołem ma małe szanse usłyszeć o Bogu. Ale to już jest nasza robota – Twoja i moja.

      trzymaj się!

    • Róża Tomala

      zgadza się, ten ostatni argument pada bardzo często na odczepne, bo jest wygodny, nawet nie trzeba się wysilać, żeby spróbować się dowiedzieć, o co w tym chrześcijaństwie chodzi! Rozumiem intencje autora, ale młodzież (najczęściej) nic innego poza tym właśnie zdaniem nie chce słyszeć!

  • Mateusz

    Nie zgadzam się. Ktoś kiedyś powiedział że zdrowy nie potrzebuje lekarstwa. Nikt nie wie kiedy dostanie kopa od Ducha Świętego.Może będzie to w czasie tej jednej jedynej mszy w roku na którą ,,wypada,, pójść. Trochę poczułem jakby autor traktował siebie i osoby praktykujące oraz głęboko wierzace jak pewna ,,eIlitę,, do której można dołączy tylko po spełnieniu pewnych wymagań. Moim zdaniem nie o to chodzi. Ale będę śledził kolejne teksty. Pozdrawiam

    • Hej Mateusz,

      Dzięki za Twój głos – naprawdę nie uważam się za członka elity, choć należenie do Jezusa można uznać za elitarne 😉

      trzymaj się!

  • Kinga

    Zabrakło mi jednego zdania. Wiem, że to wynika z kontekstu ale jeśli ktoś daje anyświadectwo, jest kompletnie antykościelnie nastawiony i jest tylko pseudokatolikiem to również nie powinien deklarować się jako część wspólnoty Kościoła bo później przez takie zachowania jesteśmy źle oceniani my – katolicy.
    W większości się zgadzam z tekstem powyżej. Mam podobne doświadczenia osobiste i z osobami z mojego otoczenia. Dziękuję

    • Wera M

      A co mają powiedzieć prawdziwi muzułmanie, którzy są źle oceniani przez to co robią pseudomuzułmanie? To działa zupełnie tak samo i nie jest przyjemne dla nikogo. Nie można oceniać religii przez pryzmat jej wyznawców dlatego że ludzie nie są idealni i robią złe rzeczy niezgodne z naukami danej religii, dlatego trzeba uczyć się z dobrych źródeł jakimi są księgi poszczególnych religii

  • Merry Ann

    Wierzę w Boga. Po prostu wierzę wiem, że jest. Do kościoła nie chodzę. Więcej Boga odnajduję podczas wędrówki po górach, podczas spaceru w lesie, w uśmiechu i ciekawości dziecka niż w kościele.

    • semi

      … tak jak ty…. mowią ci ktorzy od wiary sa bardzo daleko…

      • Wera M

        Przecież miarą wiary nie jest to ile czasu spędzamy w kościele, są osoby które zwyczajnie w świecie nie mogą dotrzeć do kościoła z wielu różnych powodów, a wierzą w Boga 3 razy bardziej niż Ci, którzy co tydzień albo nawet i codziennie są w kościele. A więc skąd to stwierdzenie? I ta pewność?
        Np. Ja wierze w Boga, ale nie zgadzam się z naukami kościoła dlatego też, że widzę w tym coraz wiecej polityki i widzę jak władza próbuje nas zmuszać do tej wiary co powoduje, że nie chodzę do kościoła ani się nie modlę, a mimo to wierzę, że Bóg istnieje i czuwa nade mną 🙂

        • Dorota Wojnowska

          Ale dlaczego się nie modlisz? Przecież to rozmowa z Bogiem, nie ma nic wspólnego z polityką w kościele.

  • karola

    Cześć,
    kiedyś słyszałam, że w dawnych dawnych czasach – kiedy religia katolicka się rozprzestrzeniała po świecie- na „Msze” przychodzili głównie Ci, którzy nie wiedzieli nic o Bogu i chcięli się o nim dowiedzieć, posłuchać świadectw. A Ci którzy mieli taką silną wiarę i doświadczyli Boga mieli właśnie swoim życiem i świadectwem kontaktu z Bogiem zachęcać kolejnych napotkanych przez siebie ludzi do pójścia na taką Mszę. Jakoś ta wizja bardziej do mnie przemawia niż kościół zamknięty na innych ludzi… Ty jesteś bee bo nie wiesz do końca o co chodzi w ewangeli to idź sobie- my mądrzy katolicy, którzy doświadczamy Boga w całym naszym życiu będziemy się teraz modlić.

  • Sebastian

    Uczciwe spostrzeżenia. Powyższy tekst nabiera jeszcze innego znaczenia gdy jest się na emigracji. Na ostatniej mszy w Stambule, ceremonia zapowiadywała się na skład 4 osób w tym ksiądz 😀 Poźniej okazało się, że jest zamówiona msza żałobna, i przybyła rodzina + znajomi w większości muzumanie. Szacunek dla takich ludzi chcących uczcić pamięć zmarłej. Kościół prawie całkowicie pełny. Takie tłumy widze przeważnie na Wielkanoc i czasami na B.Narodzenie

  • Grawiton – skąd ta pewność?

  • Masz w tym sporo racji , chodzenie do kościoła tylko po to, aby potem nie robiono nam przeszkód jest bezsensowne np: w kwestii sakramentów, w tym ślubu ( chcemy „coś” co kościół daje, ale nie chcemy kościoła). Aczkolwiek jako dzieci nie do końca wszystko rozumiemy, nie zawsze nam ktoś wytłumaczy o co w tym chodzi, nie raz nie mamy dobrego wzoru – różnie to bywa. Jako dziecko na pewno nie pojmowałam wiary tak jak teraz, może nawet wyglądało to tak, że chodziłam do kościoła bo chodzili rodzice, dziadkowie, ale z perspektywy czasu ciesze się, że mnie zabierali ze sobą bo mimo tego, że wtedy nie przykładałam do tego większej uwagi to teraz Bóg jest obecny w moim życiu każdego dnia. Rodzinie jestem wdzięczna za to, że zapewnili mi solidne fundamenty. Bardzo dużo pamiętam z tamtego okresu i teraz to doceniam. Bóg szuka różnych dróg do naszych serc, my często odpuszczamy, ale On nie odpuszcza.