Jak wrócić do żony po 8 latach od rozwodu? – wywiad z Łukaszem „Wiecznym” Wieczorkiem

Czy istnieje życie po rozwodzie? Jaki przykład daje Liroy? Czy ludzie nawracają się w więzieniach? Odpowiedzi na te pytania szukałem razem z Wiecznym – raperem o bezkompromisowym przekazie.

Gdy pierwszy raz dowiedziałem się o tej historii – nie dowierzałem. Postanowiłem sprawdzić jego wiarygodność a Tobie dać inspirację i nadzieję. Bo „dla każdego jest nadzieja”.

Zapraszam Cię do wywiadu z Łukaszem „Wiecznym” Wieczorkiem i jego rodziną.

Dobry Łotr

Paweł: Kim jesteś i co robisz?

Łukasz: Nazywam się Wieczny, taki pseudonim mam odkąd pamiętam, oficjalnie Łukasz Wieczorek. Zawodowo zajmuję się opieką nad moją córką – Julką, ale oprócz tego rapuję. I ewangelizuję – nie tylko rapem.

W radomskiej wspólnocie i szkole nowej ewangelizacji świętego Dobrego Łotra jestem animatorem, wychodzimy do ludzi z naszymi świadectwami, organizujemy rekolekcje czy kursy Alpha.

bracia-przy-kawie-wieczny-haj-flaj

Paweł: We wspólnocie jesteś animatorem muzycznym? 😉

Łukasz: Ja akurat się zajmuję stroną medialną naszej wspólnoty – WWW czy Facebook. Dobry Łotr na tą chwilę ma już ponad setkę ludzi i spotykamy się w grupach mniej więcej po 12 osób – i jestem animatorem takiej grupki. Taki podział jest po to, by łatwiej było się formować wewnętrznie – przy 100-osobowej grupie byłoby to ciężkie, a w małych grupkach działa to inaczej.

Paktofonika, rap w więzieniu i wolność

Paweł: Od kiedy jesteś raperem?

Łukasz: Raperem jestem od 2011 roku – to były moje początki. Choć… rapowałem już w latach 90., ale nie nazwałbym się wtedy raperem – to byłoby zbyt duże słowo. Wtedy wrzucałem na magnetofon jakieś proste podkłady, choćby i disco – żeby to po prostu miało jakiś rytm – i rapowałem. Co ciekawe, na początku tworzyłem takie psycho-rapowe rzeczy. Jarała mnie wtedy scena amerykańska, np.: Cypress Hill, jak i polska, czyli Kaliber 44, Paktofonika a nawet Liroy. Liroy wtedy wydał „Scyzoryka” i tak to mi się spodobało, że też chciałem spróbować nagrywać.

Moi znajomi byli głównie dresami i nikt nie słuchał rapu – raczej disco polo, techno i inne rąbanki. Gdy im puściłem moje pierwsze wypociny, od razu zaczął się sypać hejt, że „to jest do du*y” i po tym rapowałem już tylko dla siebie, a po jakimś czasie rzuciłem rap. Wróciłem dopiero po latach, gdy zostałem uzdrowiony.

Paweł: O czym wtedy rapowałeś?

Łukasz: Skupiałem się na obserwacji świata, ale nie takiej jak większość w tamtych czasach, że „jest biednie i jest źle”. Bóg dał mi talent psychologiczny i pomimo, że nie mam takiego wykształcenia, rozpoznaję jak to u ludzi bywa.

Te teksty były świeckie, tam nie było Boga. Miałem taki utwór „Skrzydła” w którym chciałem latać, być wolnym, odciąć się od tego, że byłem typowym blockersem. Wyrwanie się od otoczki wychowania w bloku miało polegać na wolności pojmowanej jako aborcja, wolny seks, używki wszelkiego rodzaju – tak wtedy definiowałem wolność. Pochodną tego utworu jest „Haj Flaj” z płyty „W górę”, który napisałem po moim wyzwoleniu.

Prawdziwa wolność jest wtedy, gdy człowiek jest wolny od używek i takiego myślenia.

Paweł: Czyli od 2011 wróciłeś do rapowania – czy to był też rok Twojego nawrócenia?

Łukasz: Nawróciłem się rok wcześniej – w 2010. Zaraz po świętach Jezus uzdrowił mnie z alkoholizmu i zacząłem nawijać w czerwcu. Początki były tylko i wyłącznie w domu, a pierwszy kawałek wypłynął 24 czerwca 2012 roku. Dopiero po roku trenowania w domu, zagadałem z kumplem i pojawił się pierwszy kawałek – oddanie hołdu dla osób zmarłych, o śmierci. Dzięki Bogu, na YouTube już go nie ma 🙂

Paweł: A do kogo chciałeś dotrzeć, gdy zacząłeś z powrotem tworzyć?

Łukasz: Z jednej strony nigdy o tym nie myślałem – po prostu pisałem, nagrywałem i wrzucałem w internet, ale z drugiej – chciałem ewangelizować, to było moje marzenie. Każdy neofita chce się dzielić dobrą nowiną, jest zajarany i ja też tak chciałem. Na początku robiłem to bardzo nieumiejętnie, ale wszyscy neofici tak mają.

Był też taki czas, gdzie przeprowadzałem rekolekcje Alpha w więzieniu. Więźniowie zaraz wrzucili sobie moją płytę i wiem, że była słuchana. Ci co mieli radio, bo niektórzy nie mogą, puszczali przez rury moją płytę, a inni słuchali przykładając ucho do kaloryferów, do rur. To, że moja muzyka dotarła nawet do więzienia jest dla mnie sukcesem. Większym niż wygranie na loterii.

Pięć miesięcy i rozwód

Paweł: Przejdźmy teraz do piosenki „Jedno teraz” – opowiadasz w niej jak po 8 latach od rozwodu wróciliście do siebie z żoną. Wbrew opiniom psychologów, mimo że wydaje się to niemożliwe, wbrew znajomym. Skąd w ogóle wzięliście nadzieję? Czy jest nadzieja dla innych małżeństw, które się rozpadły?

bracia-przy-kawie-wieczny-slub

Ewelina: Wszystko zaczęło się od tego, że Julka traciła wzrok. Szanse na to, że będzie chodziła były mniejsze niż na to, że będzie widziała, więc pomyślałam, że wzroku na pewno nie straci. Zaczęłam się modlić i poprosiłam w szpitalu Matkę Bożą, żeby Julka widziała, a ja będę do końca życia odmawiała codziennie cały różaniec – tak zaczęła się moja przygoda z różańcem.

Potem z czasem zaczęłam się coraz bardziej zbliżać do Boga, w międzyczasie mój tata się nawrócił i przestał pić. I dowiedziałam się o rekolekcjach z ojcem Bashoborą. Chciałam tam pojechać szukać uzdrowienia dla Julki, a co się okazało – to były rekolekcje dla małżeństw, a głównym tematem było przebaczenie.

Paweł: Przypadek?

Łukasz: Zawsze przypadek.

Ewelina: Dokładnie. To było tuż po tym jak zaproponowałam Łukaszowi, żebyśmy pojechali razem na wakacje, żeby spędził je z Julką. A skończyło się jeszcze gorzej, bo się wtedy całkiem pokłóciliśmy.

Paweł: Pojechaliście we trójkę na te wakacje?

Łukasz: Nie, one osobno, a ja z dziewczyną osobno i tylko spotykaliśmy się z Julką.

Ewelina: Żeby po prostu przybliżyć ten kontakt.

Osiem lat i powrót

Ewelina: Na rekolekcjach poprosiłam Boga żeby mi pomógł, że nie jestem sama w stanie przebaczyć.

Paweł: Czyli wróciłaś po rekolekcjach i stwierdziłaś: „zaproponuję Łukaszowi żebyśmy do siebie wrócili”?

Ewelina: Tak, nie miałam już wtedy żalu z tamtego okresu.

Łukasz: Najpierw mi wybaczyła.

Ewelina: Tak, najpierw wybaczyłam. Zaczęłam szukać w internecie świadectw różnych ludzi, którzy się nawrócili. I trafiłam na świadectwo Ani Golędzinowskiej – byłej modelki. Mówiła o czystości i o tym jak się zmieniło jej życie, gdy wybaczyła. W tamtym czasie Łukasz też się nawrócił i pomyślałam sobie, że skoro wybaczyłam, to nie ma żadnych większych przeciwwskazań żebyśmy do siebie wrócili.

Paweł: No i w sumie masz rację.

Ewelina: Nie chciałam mu życia niszczyć – zaczęłam się zastanawiać czy mu powiedzieć. Zaczęły się wtedy ciężkie dni, zaczęły mi się śnić koszmary i wtedy już wiedziałam, że Zły próbuje namieszać. Poszłam za ciosem i powiedziałam Łukaszowi, żebyśmy do siebie wrócili.

Łukasz: Ja byłem wtedy już nawrócony, moja dziewczyna również. Porozmawialiśmy ze sobą i uznaliśmy, że lepiej będzie się rozstać. Propozycję mojej żony na początku przyjąłem trochę niepewnie, ale zgodziłem się.

Przez rok się docieraliśmy, a po roku nie widziałem już sensu. Powiedziałem wtedy sobie: Boże, rób co chcesz.

Ewelina: Było ciężko, naprawdę ciężko. Byłam zła na niego za te 8 lat, gdzie byłam sama.

Łukasz: Nie miałem związku uczuciowego z moją żoną, nadal czułem coś do tamtej osoby. U nas wszystko wygasło.

Ewelina: Całkiem.

Paweł: Gdy teraz Was widzę, to co mówicie brzmi jak jakiś kosmos. Co najmniej niewiarygodnie.

bracia-przy-kawie-wieczny-rodzina-wieczorkow

Łukasz: Po roku już planowałem się rozstać – to wtedy pojawił się psycholog. Proponował się rozstać zamiast męczyć się w związku. I to wtedy wyrzuciliśmy z siebie całą tą żółć którą mieliśmy – i to było katharsis.

Zadałem pytanie: „Panie Boże, jak Ty to zrobiłeś, że jeszcze jesteśmy ze sobą?”. I to było uzdrowienie – moja żona została uzdrowiona ze złości, ze smutku. Od tamtego momentu zaczęło się coś, co nazywa się miłością. Dziwnie to brzmi, trochę górnolotnie, a nawet jak jakiś Harlequin – jestem uczulony na patos, ale tak właśnie było.

Paweł: A co z rodziną, ze znajomymi? Jak oni zareagowali na Wasz pomysł?

Łukasz: Rodzice Eweliny – spoko, tata się nawrócił, a mama zawsze była blisko Boga.

Ewelina: Choć wszyscy się bali.

Paweł: A nie było jakichś kpin i dobrych rad?

Łukasz: Nie.

Ewelina: Nie.

Łukasz: U mnie był szok. Był szok i nikt nie dowierzał.

Były też kolejne przypadki. Mój dziadek ma taką pasję, że wysyła SMS-y w konkursach i akurat wygrał w tamtym czasie wycieczkę na Kanary. Nie można było tego spieniężyć, więc pojechaliśmy – moja siostra z mężem i ja z małżonką. Akurat to była nasza rocznica ślubu – przypadek, nie?

Miłość to wybór drogi miłości

Paweł: Ostatnie pytanie: wiecie, nasz blog trafia do ludzi w okolicy trzydziestki, w tym do młodych małżeństw, do narzeczonych. Jaka jest jedna Wasza rada na to, żeby utrzymać związek w dobrym stanie?

Łukasz: Szczerość.

Ewelina: Z Bogiem można wszystko. Przecież to był przypadek, nic nie czuliśmy do siebie zupełnie.

Łukasz: Trzeba zdawać sobie sprawę, że jak już się podjęło decyzję – powiedziało „Tak”, to miłość polega na wierności. Ja to powtarzam za św. Augustynem, ale to co mówił 1700 lat temu się nie zmieniło. Kiedy żona czy dzieci Cię wkurzają, wtedy trzeba być wiernym swojej decyzji. I to jest właśnie miłość.

Papież Franciszek powiedział i Jan Paweł II mówił tak samo, że trzeba każdy gniew i każdą relację naprawiać na bieżąco. Czasem kobiety mają swoje fochy i pielęgnują tą złość przez długi czas. Chodzi o to, żeby wszelkie animozje wyjaśniać do skutku, do wieczora. Nie można tego w sobie nie kisić, bo jak to się trzyma w sobie to potem to zawsze wychodzi bokiem. Święty Paweł był tu prekursorem: „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce” /Ef 4, 26/.

Nie ma takiej sytuacji, która byłaby beznadziejna.

Po moim uzdrowieniu pracuję głównie z nałogowcami i widzę i rozumiem ten ból. Znam ludzi którzy wychodzą z wielu trudnych sytuacji: nie tylko z alkoholu i z rozwodów, ale też z ciężkich dragów czy z hazardu.

Paweł: Czyli dla każdego jest nadzieja?

Łukasz: Tak, dla każdego.


Niebywałe, co? Ja do tej pory uważam to za jakiś kosmos, ale tak to jest jak się żyje z miłością (a Bóg jest miłością) – wszystko jest możliwe. I takie małe cuda to codzienność wielu ludzi o której nie dowiesz się z gazet czy telewizji.

Jeśli masz jakieś pytania do Łukasza – śmiało zadaj je tu w komentarzu. A jeśli po prostu chciałbyś dowiedzieć się trochę więcej o Wiecznym i jego twórczości to zapraszamy Cię na jego fanpage na Facebook’u i kanał na YouTube.

Mamy też płytę Wiecznego „W górę”, którą oddamy w konkursie w najbliższą sobotę – konkurs jest ekskluzywny dla tych osób, które spędzają z nami sobotnie poranki. Możesz się zapisać podając niżej swój e-mail lub sprawdzając o co chodzi z Newsletterem przy kawie – tutaj 🙂

  • Odpocznij z nami! W każdy sobotni poranek będzie czekał na Ciebie inspirujący artykuł i dobra muzyka do kawy.
  • Dowiedz się więcej tutaj

Pamiętaj – dla każdego jest nadzieja!

Człowiek o milionie pomysłów, boży wojownik, mąż, brat, przyjaciel. Jest umysłem ścisłym, dlatego też uwielbia pisać w formie poradników i wypunktowań. Wolne chwile poświęca na rozmowy z ludźmi, muzykę i sporty wodne.
  • Dariusz Sawicki

    Nie da się być przyjętym z wygnania (bez skarpetek) po 8 latach, nawet 6, lub 4. Jedyną drogą jest Kapłaństwo (oczywiście po stwierdzeniu nieważności małżeństwa przez Kościół Święty, bo kobieta, która po 8 latach, 6 lub 4, wnosi o rozwód jest albo nienormalna, albo pod wpływem swojej matki, tj. „łypie po kasę”). Taki Kapłan, to jest prawdziwe źródło doświadczenia. Nikt nie byłby go w stanie „zagiąć”, ojca Dzieci z nieważnego od początku małżeństwa. Ale zdenerwowałem się. Wow. Ps. Poproszę o jakieś artykuły mniej stresujące, abym mógł spokojnie spać. Amen. Jezu ufam Tobie.

    • Chyba nie do końca zrozumiałem ten komentarz. Czy nadal mówimy tu o małżeństwie z wywiadu?

      • Dariusz Sawicki

        Nie. Oczywiście, że wywiadu nie czytałem. Swój komentarz oparłem na przykładzie innej osoby. Amen.

  • Pingback: Bracia przy kawie 2016 – podsumowanie, plany i podziękowania – Bracia przy kawie()

  • Pingback: E-chrześcijanin: Paweł – Okiem Sary()