13 różnic między antyteistą a chrześcijaninem

Dzisiaj będzie wyjątkowo. Ten wpis jest o facetach, ale pisany przede wszystkim do kobiet. A konkretniej o tym, czym się różni facet idący za Bogiem od antyteisty i co to dla Ciebie dziewczyno znaczy.

Temat jest ogromnie złożony i próbowałem podchodzić do niego z różnych stron. Celowo pominę kilka aspektów związków (powstaną o nich pewnie osobne wpisy) i będę generalizował, aby skupić się na jednym możliwym zagrożeniu:

Facet, który nie ma Boga w życiu, sam stanie się dla siebie Bogiem

6 zagrożeń bez Boga

Uwaga, jeśli masz słabe nerwy, przeskocz do kolejnego akapitu.

Kiedyś byłem wojującym antyteistą. Dlaczego? Bo nie znałem Boga. Nie znałem, ale miałem na Jego temat pewne wyobrażenie z którym walczyłem. Teraz po latach mogę na to spojrzeć z perspektywy.

Im bardziej walczyłem – tym bardziej myślałem, że mam rację. Im bardziej wydawało mi się, że mam rację – tym bardziej szedłem w kierunku tego, że to ja jestem punktem odniesienia i sam wiem najlepiej. Nie potrzebowałem weryfikować swoich poglądów i zachowań z kimkolwiek i czymkolwiek.

Wiedziałem najlepiej.

Doprowadziło to do sporej ilości wypaczeń, które rzutowały na moje relacje. Nie chcę mówić, że wszyscy antyteiści są źli, ale każda nasza decyzja bierze się z pewnych podstaw w naszym życiu. Jeśli podstawy są niewłaściwe, trudno zachować w życiu porządek. A wtedy łatwo pójść w kierunku:

  1. Samodzielnego rozróżniania dobra i zła. Nie potrzebuję, żeby ktokolwiek dawał mi wzorce do naśladowania, sam wiem najlepiej (patrz również punkt 4.) co jest dobre a co złe. Jeśli coś Ci się nie podoba w moim zachowaniu – powiedz mi, ale szykuj się na serię wymówek i już ja Ci udowodnię dlaczego mam rację.
  2. Władzy – to w końcu moje przeznaczenie. Jestem bogiem, więc wszyscy powinni mnie słuchać. Przede wszystkim w domu, bo to moje małe królestwo. Podwładni niech wykonują co do nich należy: kobiety niech wychowują dzieci, sprzątają, gotują, rezygnują z życia. A dzieci niech mi dadzą święty spokój. Po pracy mam prawo być zmęczony.
  3. Innego boga – kasy. Jeśli jest jej wystarczająco – już ja wiem jak ją spożytkować. Jeśli jednak jej brakuje – wpadnę w pracoholizm i właściwie to będzie się liczyć tylko ona, nowy samochód, nowy telefon.
  4. Wiem najlepiej – nie potrzeba mi żadnych zmian. „Wiem najlepiej” powinno być punktem głównym. Złota maksyma z którą idę przez życie. Nie mam potrzeby zmiany czegokolwiek, a już przede wszystkim przyznania się do błędu. Brak jest w ogóle jakiegokolwiek impulsu do zmiany – kłótnia będzie impulsem negatywnym i nic nie da.
  5. Oceniania. Znasz te wszystkie uszczypliwe komentarze i narzekania? Mogą dotyczyć Twojego zdania, wyglądu. Ponarzekać można też na szefa, rządzących i pogodę. A już na pewno znasz komentarze zza kierownicy na temat innych kierowców. Nie prowadzi to do niczego oprócz jeszcze większej frustracji oceniającego i ocenianych.
  6. Braku szacunku. Przede wszystkim chodzi tu o przemoc słowną. Bez szacunku trudno jest w domu zachować atmosferę życzliwości i miłości (a już skrajnością tego jest przemoc fizyczna – w 2015 roku policja zarejestrowała 97 501 przypadków przemocy domowej, gdzie sprawcami w 93% przypadków byli mężczyźni -> źródło).

No, różowo nie jest. Znacie to ze swojego podwórka?

Nie chcę się skupiać na tym, z którym typem faceta lepiej się wiązać. Mogę tylko powiedzieć, że od kilku lat mam styczność z mężczyznami, którzy na co dzień żyją z Bogiem. Sam również należę do tych, którzy walczą by być na drugim miejscu w swoim życiu. Nie jest to łatwe, bo męskie ego i ambicje skutecznie z nas wszystkich wyłażą. Mamy zakodowane by władać nad ludźmi i rzeczami. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby ta władza była pełniona według dobrych standardów.

Jestem też świadomy, że na pewno istnieją też wyjątki od tej reguły i super jeśli trafiłaś na taki wyjątek. Widzę jednak pewne ryzyko w tym, że kiedyś coś może się wydarzyć/zmienić, ot np.: choroba dziecka, niechciana ciąża, utrata pracy. Wtedy możliwość oparcia się na niezmiennych zasadach Pisma daje niesamowite bezpieczeństwo.

7 dążeń z Bogiem

A właśnie, zasady Pisma. Przejdźmy zatem na chwilę na drugą stronę barykady. Co takiego innego jest w tych chrześcijańskich rodzinach? Widzę to tak, że boży mężczyźni przede wszystkim walczą o:

  1. Wierność. Kiedyś szokiem było dla mnie, gdy jeden z moich przyjaciół powiedział swojej żonie: „nie wiem czy Cię w życiu nie zdradzę, ale będę robił wszystko żeby być wiernym”. Po prostu mnie wtedy zamurowało – jak to „nie wiem”? Taki to chrześcijanin! Ale gdy się spojrzy na to już bardziej serio – ta świadomość swojej ułomności jest niesamowicie dojrzała.
  2. Opanowanie. W trudnych chwilach zawsze czerpie siłę z Boga i ufa mu w 100%.
  3. Wyrozumiałość – w pakiecie z łagodnością. Gdy zawalisz spojrzy na Ciebie przez boże okulary i możesz liczyć na słowa „nic się nie stało”. Wstawaj i ruszamy dalej!
  4. Oddanie życia w domu – ot, w domu nie musisz wszystkiego robić sama. Oddawać swoje życie można np. zmywając naczynia żonie.
  5. Pracowitość – i uczciwość w pracy. Uczciwa praca jest zawsze doceniania. Świadomość, że pracujesz dla Boga, a nie dla człowieka-szefa sprawia, że zupełnie inaczej wypełniasz swoje obowiązki. Nawet jeśli nie spowoduje to wzrostu zarobków, to zatrudnienie jest dużo stabilniejsze niż w przypadku osób, które pracę tylko udają.
  6. Brak szowinizmu. Boży mężczyzna nie pojmuje męstwa jako kasy, seksu i drogiego zegarka. Zawsze będziesz szanowana.
  7. Odpowiedzialność i mądrość. Każda decyzja jest konsultowana z Kimś kto potrafi doradzić dużo lepiej niż własne ego. A nawet jeśli coś pójdzie nie tak – taki facet nie ucieknie i nie zostawi Cię z kredytem i dzieckiem. Weźmie odpowiedzialność. I co więcej: przyzna się do błędu.

Zdaję sobie sprawę, że dla uproszczenia trochę zgeneralizowałem i znajdziemy pogubionych chrześcijan, którym bliżej jest do pierwszej grupy. Podobnie też z pewnością istnieją antyteiści, którzy spokojnie zawarli by się w drugiej wyliczance (jeśli to czytasz i to o Tobie – odezwij się do mnie!).

Oba te przykłady wziąłem ze swojego doświadczenia i obserwacji ludzi z którymi się stykam i wygląda na to, że sama zasada jest słuszna. Proszę, nie czuj się urażony – opisuję tylko to co widzę i chcę po prostu pokazać możliwe zakończenia dróg, przed wyborami których teraz stoi wielu mężczyzn. Nie oznacza to jednak, że jeśli nie uwierzysz w Boga to będziesz bił swoją żonę 🙂

Dziewczyno, tym artykułem chciałem pokazać zalety jednej strony i zagrożenia płynące z drugiej. Przerabiałem to na własnej skórze i się tym dzielę – przepuść jednak wszystko przez filtr swoich doświadczeń i sama zdecyduj w swoim czasie.

Jesteś bogiem, uświadom to sobie sobie

Znów do facetów. Na początku fajnie jest myśleć, że jesteś bogiem. Ale nie jesteś. Gdy coś Cię dobije i byłeś na samej górze swojej hierarchii – nie masz się do kogo zwrócić po pomoc. Wtedy możesz sobie zanucić pod nosem jak Magik i tak jak on wyskoczyć przez okno.

Zrobiło się szorstko na koniec – ale chcę Ci tylko pokazać, że jest inna droga. Jeśli pragniesz konkretu w swoim życiu, zjednoczonej rodziny, a przede wszystkim miłości (tej samej, którą wałkują na każdym ślubie ;)) to śmiało zawróć.

Bogiem nie będziesz, ale synem Króla jesteś!

Wow, ależ emocje! Potwierdzam swoim życiem, że pójście za Bogiem było najlepszą decyzją EVER. Jeśli się ze mną zgadzasz – daj mi znać. A jeśli się nie zgadzasz – to z chęcią poznam Twój punkt widzenia.

Człowiek o milionie pomysłów, boży wojownik, mąż, brat, przyjaciel. Jest umysłem ścisłym, dlatego też uwielbia pisać w formie poradników i wypunktowań. Wolne chwile poświęca na rozmowy z ludźmi, muzykę i sporty wodne.